Trzy miliony euro za sezon, a rano wstać - tragedia. Wojciech Szczęsny nie ukrywa, że wiek robi swoje.
Szczęsny miał być na emeryturze. Spędził na niej 36 dni - dosłownie. Potem zadzwoniła Barcelona i wszystko się zmieniło. Za kilka tygodni 35-latek rozpocznie swój trzeci sezon w katalońskim klubie.
Tyle że codzienny rytm zawodowca coraz bardziej mu ciąży. I powiedział to wprost.
"Każdy trening jest dla mnie większym cierpieniem"
W programie TVP Sport "Oko w oko" Szczęsny otworzył się rzadko szczerze jak na piłkarza w jego sytuacji. Bramkarz przyznał, że wiek daje o sobie znać na każdej porannej pobudce.
- Przemijanie w życiu jest miłym doświadczeniem, a w życiu zawodowym nie ukrywam, że każdy trening jest dla mnie większym cierpieniem, tzn. dużo więcej mnie kosztuje. I energii mentalnej, żeby rano wstać, i ciało bardziej czuję, ale traktuję to też jako takie wyzwanie - powiedział w programie.
Dodał, że po treningu wraca mu pewność siebie: - Masz takie uczucie, że ja jeszcze potrafię. Ale nie ukrywam, że nie jest łatwo.
Trzy miliony euro i... żal za poranną kawą z Mariną
Za pierwszy sezon w Barcelonie Szczęsny zarobił trzy miliony euro brutto - bez premii. Do tego dochodzi kontrakt na kolejne rozgrywki.
A mimo to - jak sam przyznaje - najbardziej brakuje mu spokojnego poranka z żoną Mariną i dziećmi. Zamiast kawy na tarasie: siłownia, rozgrzewka, taktyka.
Co ciekawe, niedługo straci też towarzystwo Roberta Lewandowskiego. Lewandowski podobno rozważa transfer do jednego z saudyjskich klubów, więc Szczęsny zostanie jedynym Polakiem w składzie Dumy Katalonii.
Czy to go dobije bardziej niż poranny alarm? Dajcie znać w komentarzach.


