Daniel Olbrychski w Ranczu - ta informacja wywołała lawinę. Fani od razu skojarzyli jedno: czy ktoś ośmieli się zagrać Japczya po Franciszku Pieczce?

Co powiedział producent i dlaczego fani się przestraszyli

Producent Maciej Strzembosz w programie "19.30" użył sformułowania, które natychmiast rozjuszyło widzów. "Tak jak kiedyś Leona Niemczyka zastąpił Franciszek Pieczka, tak teraz zastąpi go Daniel Olbrychski" - powiedział wprost. Dla sporej części fanów brzmiało to jak zapowiedź jednego: ktoś wejdzie w buty Japczya. Nikt na to nie czekał. Nikt się na to nie godził.

W sieci zawrzało błyskawicznie. Widzowie od początku mieli mieszane uczucia wobec powrotu serialu po niemal dekadzie przerwy. Dodatkowe obawy o obsadę - i to dotyczące postaci tak ukochanej jak Japyczeń - dolały oliwy do ognia. Komentarzy nie brakowało, a ton wielu z nich był jednoznaczny: to byłby błąd nie do wybaczenia.

Reżyser Adamczyk zabrał głos. Krótko i bez owijania w bawełnę

Wojciech Adamczyk nie czekał długo z odpowiedzią. Na swoim profilu na Facebooku napisał to, co fani chcieli usłyszeć - i co powinno zakończyć całą burzę. "Obiecałem kiedyś, że w nowym 'Ranczu' nie będziemy zastępować Wspaniałych Kolegów Aktorów, którzy zakończyli swoją ziemską wędrówkę. I słowa danego dotrzymuję, możecie mi wierzyć!" - podkreślił reżyser.

Olbrychski zagra więc nową postać, nie przejmuje roli po nikim. Producent Strzembosz miał na myśli mechanizm obsadzania - podobnie jak kiedyś jedna legenda zastępowała inną w ogólnym rozumieniu składu serialu, tak teraz Olbrychski wchodzi do ekipy jako nowe nazwisko. Nie jako nowy Japyczeń.

Ranczo wraca z 11. sezonem - sześcioma odcinkami opartymi na gotowych scenariuszach Andrzeja Grembowicza, napisanych jeszcze przed jego śmiercią. Na planie pojawili się już małżeństwo Żaków, Artur Barciś, Bartłomiej Kasprzykowski, Marta Chodorowska i Ilona Ostrowska. Powrót serialu, który przez lata bił rekordy oglądalności, to dla wielu widzów powód do prawdziwej radości - pod warunkiem, że twórcy nie popełnią błędów, których fani im nie wybaczą.

Czy obietnica reżysera wystarczy, żeby uspokoić tych, którzy wciąż mają wątpliwości? Napiszcie w komentarzach.