Dwa tysiące złotych miesięcznie - tyle według doniesień 'Super Expressu' wpada na konto Krystyny Jandy z ZUS-u. Wielka dama polskiego teatru ma emeryturę, przy której niejedna kasjerka poczułaby się lepiej.
Dwa tysiące złotych miesięcznie - tyle według doniesień Super Expressu wpada na konto Krystyny Jandy z ZUS-u. Wielka dama polskiego teatru ma emeryturę, przy której niejedna kasjerka poczułaby się lepiej.
2000 zł z ZUS-u. Jak to możliwe?
Krystyna Janda otrzymuje z ZUS-u dwa tysiące złotych miesięcznie - wynika z informacji podanych przez Super Express. To kwota, która przy nazwisku i dorobku aktorki brzmi jak żart. Ale to smutna rzeczywistość polskiego systemu emerytalnego dla artystów, którzy przez dekady pracowali na umowach o dzieło i zleceniach - bez pełnych składek.
Na szczęście dla Jandy, ZUS to tylko jeden z wielu strumieni dochodu. Jak uspokaja Fakt, aktorka kieruje fundacją i dwoma teatrami, jest twarzą własnej linii kosmetyków i nadal regularnie gra na scenie. Bieda jej nie grozi. Ale sam fakt, że legenda polskiego kina i teatru dostaje z państwa tyle co przeciętna renta minimalna, mówi sporo o tym, jak system traktuje artystów.
"Tylko praca mnie nie nudzi" - Janda nie narzeka jak Maryla
Janda, w przeciwieństwie do Maryli Rodowicz, nie lamentuje publicznie nad stanem konta. Rodowicz od lat powtarza w wywiadach, że pracuje, bo musi - rachunki za duży dom, brak samochodu, trudne czasy po rozwodzie. W rozmowie z Wojewódzkim i Kędzierskim wyznała wprost: "Mam więcej - ponad dwójkę [2 tys. zł]. Moje koty więcej przejadają."
Janda gra na innych emocjach. W wywiadzie dla magazynu Pani powiedziała szczerze: "Żal by mi było z tego zrezygnować. Ja sobie nie wyobrażam życia bez tego wszystkiego. Wszystko inne mnie nudzi. Tylko praca mnie nie nudzi." Teatr to jej wybór, nie konieczność. Przynajmniej tak twierdzi.
Temat emerytur gwiazd wraca przy okazji trwającej w Polsce dyskusji o dopłatach dla artystów. Projekt zakłada m.in. wyrównania do świadczeń emerytalnych dla twórców - bo historia Jandy i Rodowicz to nie wyjątek, a reguła. Dekady na scenie, owacje na stojąco, a potem ZUS z kwotą, która nie pokryje nawet połowy czynszu w Warszawie.
Czy system w końcu się zmieni? I czy gwiazdy, które całe życie dawały nam rozrywkę, zasługują na godną starość bez konieczności grania do ostatniego tchu? Piszcie w komentarzach.




