Trzydzieści siedem lat na scenie, przeboje z Opola, tysiące koncertów - i zero grosza emerytury od państwa. Krzysztof Antkowiak powiedział to bez owijania w bawełnę.
"Muszę zarobić na swoją emeryturę"
Krzysztof Antkowiak od 37 lat jest obecny na polskiej scenie muzycznej. Przez większość kariery pracował na umowach o dzieło - typowe rozwiązanie w branży artystycznej, które oznacza niskie lub zerowe składki emerytalne. W rozmowie z "Faktem" 53-letni piosenkarz powiedział wprost, co go czeka na starość.
"Ja od tego państwa nie dostanę grosza emerytury. Muszę zarobić na swoją emeryturę" - przyznał Antkowiak.
Bez skarg, bez dramatyzowania. Sucha kalkulacja człowieka, który po prostu wie, jak działa system.
Sinusoida, ale bez rozpaczy
Antkowiak nie udaje, że kariera muzyczna to gwarancja stabilizacji. W tym samym wywiadzie przyznał, że bywały miesiące bez koncertów, okresy zawodowej posuchy przeplatane projektami, które nagle wszystko rozkręcały.
"Były takie czasy, kiedy nie było tych koncertów. Potem był jakiś projekt, potem znowu działo się więcej. To oczywiście jest sinusoida w życiu artysty" - mówił.
To uczciwy opis realiów, które wielu artystów woli przemilczeć. Antkowiak nie przemilcza - i to robi wrażenie.
Największą popularność zdobył jeszcze w latach 80., gdy jako młody wokalista zwrócił na siebie uwagę na festiwalu w Opolu. Od tamtej pory na jego koncie przybyło kolejnych przebojów i tras koncertowych, ale - jak sam przyznaje - finansowa niepewność nigdy całkiem nie zniknęła.
Co ciekawe: mimo tych wyznań Antkowiak nie brzmi jak człowiek rozgoryczony. Zapytany, czy jest zadowolony z miejsca, w którym dziś się znajduje, odpowiedział krótko i bez wahania.
"Jestem bardzo szczęśliwy. Od kilku lat" - powiedział piosenkarz.
Można mieć zerową emeryturę w perspektywie i być szczęśliwym. Podobno da się.
Problem, który opisuje Antkowiak, nie jest zresztą tylko jego problemem. Umowy o dzieło to standard w polskiej branży rozrywkowej - muzycy, aktorzy, tancerze latami pracują bez składek ZUS, a potem stają przed tą samą ścianą. Antkowiak jest może jednym z niewielu, który mówi o tym głośno i bez wstydu.
Co wy na to - czy artyści powinni mieć inne zasady rozliczania składek? Dajcie znać w komentarzach.




