Maryla Rodowicz narzekała. Cugowski narzekał. Prońko narzekała. Agata Młynarska postanowiła skończyć z narzekaniem i zamiast tego wyjaśnić, dlaczego cały ten system jest po prostu zepsuty.
Temat emerytur gwiazd wraca jak bumerang - i za każdym razem wywołuje te same komentarze. Artyści płakali na brak kasy, internauci odpowiadali: sami sobie winni, bo nie płacili składek. Agata Młynarska w rozmowie z Plejadą postanowiła rozbić ten schemat.
Projekt do projektu, zlecenie do zlecenia
Dziennikarka, od dekad związana z mediami, dobrze zna realia pracy twórczej. I nie owijała w bawełnę.
"Ich praca nie przypomina pracy wykonywanej w stałych godzinach, na etacie, z gwarancją regularnego wynagrodzenia. Bardzo często funkcjonują od projektu do projektu, od zlecenia do zlecenia, a okresy intensywnej aktywności przeplatają się z miesiącami bez żadnych dochodów" - mówiła w wywiadzie dla Plejady.
Młynarska zwróciła też uwagę na coś, o czym rzadko się mówi - że z pracy artystów korzystamy wszyscy, tylko niewielu to dostrzega. "Wiele osób widzi jedynie efekt - koncert, spektakl, książkę czy program telewizyjny - nie dostrzegając lat pracy, niepewności i braku stabilizacji finansowej, które często stoją za sukcesem" - dodała.
Bezpieczeństwo, nie przywilej
I tu Młynarska uderzyła w sedno. Nie prosiła o litość dla gwiazd. Prosiła o zmianę języka całej dyskusji.
"Nie powinniśmy jednak sprowadzać tej rozmowy do stwierdzenia, że artyści oczekują przywilejów. Dla wielu z nich jest to przede wszystkim kwestia elementarnego bezpieczeństwa, która dla większości innych grup zawodowych jest czymś oczywistym" - powiedziała w tym samym wywiadzie.
Dziennikarka odniosła się do zapowiadanych regulacji, które mają objąć przedstawicieli wolnych zawodów. Jej zdaniem zasługują one na "poważną i merytoryczną debatę" - bez sprowadzania sprawy do opozycji "gwiazdy kontra zwykli ludzie".
Czy argumenty Młynarskiej zmienią cokolwiek w tej debacie - albo przynajmniej jej ton? Dajcie znać w komentarzach.




