Dwadzieścia cztery godziny na scenie, sto rozstań z obcymi ludźmi - i ani chwili z jedynym, na którego naprawdę czekała. Magdalena Cielecka wyznała, że gdyby Bartosz Gelner faktycznie się pojawił, prawdopodobnie w ogóle nie zagrałaby swojej sceny.
Festiwal Malta w Poznaniu, projekt "The Second Woman" - brzmi jak awangarda dla wybranych. Ale za tym spektaklem stoi historia, która zainteresuje każdą z nas: kobieta czeka na mężczyznę, który nie przychodzi. Nawet jeśli tym razem naprawdę miał powód.
Gelner kręcił serial, ona grała rozstania przez dobę
Bartosz Gelner podczas 24-godzinnego performance'u Cieleckiej był na planie serialu w Trójmieście - i według słów samej aktorki, cały plan filmowy żył tym, co dzieje się w Poznaniu. W rozmowie w cyklu "Prosto w oczy" Magdalena Cielecka opowiedziała, jak Gelner śledził jej wyczyn na odległość: "Jak kończył zdjęcia, to mówił: 'Magda właśnie zaczyna'. Pojechał do domu spać, wrócił rano na plan, mówił: 'Magda dalej gra'. Jak kończyli zdjęcia następnego dnia, 'Magda dalej gra'".
Cielecka wiedziała, że partner raczej nie dotrze. A mimo to do końca tliła się w niej myśl: a co jeśli jednak?
"Myślałam, że wszystko się może wydarzyć. Miałam taki przebłysk fantazji, że gdybym się odwróciła i zobaczyła jego - to jak bym zareagowała po tych wielu spotkaniach. Chyba bym po prostu skoczyła na niego. Nie wiem, czy byśmy w ogóle zagrali scenę" - mówiła aktorka.
To Gelner ją namówił na to szaleństwo
Jest jeszcze jeden szczegół, który zmienia cały obraz tej historii. Bartosz Gelner był tym, który przekonał Cielecką do udziału w projekcie, gdy sama miała wątpliwości. "Miałam wątpliwości, czy to w ogóle robić - czy mi to jest do czegoś potrzebne i czy mi się po ludzku chce, i po co mi to" - przyznała aktorka. To Gelner miał wtedy powiedzieć: "No coś ty, przecież to jest ekstra, przecież to jest szalone". I to on był, według jej własnych słów, "motorem, który ją utwierdzał".
Po powrocie do Warszawy Cielecka musiała odtworzyć przed nim cały spektakl niemal od początku. "Musiałam Bartkowi to wszystko opowiedzieć, a nawet zagrać prawie wszystko" - wyjawiła.
W projekcie wzięli udział m.in. Jacek Poniedziałek, bliski przyjaciel aktorki. Gelner na scenie nie stanął - ale trudno nazwać go nieobecnym.
Czy to nie jest przypadkiem jeden z ładniejszych związkowych obrazków ostatnich miesięcy? On namawia ją na wyzwanie życia, nie może przyjechać, ale śledzi każdą godzinę z planu filmowego. A ona - po dobie bez snu i stu rozstaniach z obcymi - wraca do domu i odgrywa mu to wszystko od nowa.
Co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach.




