Dwadzieścia tysięcy złotych za jeden wieczór. I to dopiero punkt wyjścia do negocjacji. Rafał Brzozowski nie ma żadnego powodu, żeby to ukrywać.

Dwadzieścia tysięcy złotych za jeden wieczór. I to dopiero punkt wyjścia do negocjacji. Rafał Brzozowski nie ma żadnego powodu, żeby to ukrywać.

Wokalista odwiedził program Wersja osobista Faktu i przy okazji rozmowy o nowej płycie wyszło to, o czym fani pewnie od dawna chcieli wiedzieć - ile naprawdę zarabia gwiazda na prywatnych zleceniach. Odpowiedź była zaskakująco szczera.

Wesela? Nie, dziękuję. Prywatne przyjęcia? Zupełnie inna historia

Brzozowski nie ukrywa, że weselny obwód ma już za sobą. Przez 12 lat grał w kapeli - piątek, sobota, niedziela - i dosyć. Dziś na wesele pojawi się tylko wtedy, gdy budżet jest odpowiedni, a sam przyznaje, że celowo wyśrubował stawkę właśnie po to, żeby odstraszać chętnych.

Za to prywatne imprezy biznesmenów to zupełnie inna bajka. W wywiadzie dla Faktu powiedział bez ogródek: "Na prywatnych wydarzeniach już tak. Mało tego, nawet latałem po świecie na takie wydarzenia i spędziłem trochę czasu z fajnymi ludźmi i z różnymi biznesmenami, którzy mnie zapraszali na jakieś prywatne przyjęcia do prywatnych domów. No i tam były fajne budżety i można było spędzić z nimi czas i pośpiewać trochę" - opowiadał wokalista.

Gdy prowadzący zapytał wprost, czy dwadzieścia tysięcy za występ to minimum, Brzozowski nawet nie mrugnął okiem. "Myślę, że od tego zaczynamy przy takich prywatnych rzeczach. To jest taki czas, że jestem wtedy na wyłączność dla pewnej grupy i mogę z nimi trochę spędzić czasu i pośpiewać więcej niż normalnie. Mam przy okazji też jakieś wakacje" - podsumował.

Nowa płyta, nowy rozdział - i koniec z TVP

Brzozowski przez lata kojarzył się głównie z telewizją publiczną - prowadził tam między innymi Koło fortuny oraz Jaka to melodia. Po zmianie władz w TVP rozstał się ze stacją i - jak sam przyznaje - wreszcie ma czas na muzykę. Efekt tej wolności właśnie trafia do słuchaczy: wokalista szykuje nową płytę, a jej zapowiedzią jest singiel Jenny, który właśnie miał premierę.

Kariera zatacza więc koło - od hiciorów pokroju Tak blisko i Nie mam nic, przez telewizyjny epizod, aż po powrót do korzeni. Z tą różnicą, że teraz Brzozowski wraca na własnych warunkach - i za własną cenę.

Ile was kosztowałoby zaproszenie go na prywatkę? Piszcie w komentarzach.