Mateusz Gessler wzniecił burzę. Restaurator, który jako kelner żył z napiwków, teraz doradza klientom - płacić dodatkowe pieniądze powinno być obowiązkiem, a nie przychотką. Katarzyna Bosacka nie mogła przejść obok tego bez słowa.

Gessler: napiwki to obowiązek, nie uprzejmość

Mateusz Gessler nie ma wątpliwości. Restaurator, który karierę zaczynał jako kelner, wie co mówi - napiwki zmieniły mu życie. "Dzięki tym napiwkom mogłem na przykład zapłacić szkołę dla syna albo przeprowadzać się, mogłem żyć trochę lepiej. Także tipy są bardzo, bardzo ważne" - powiedział w rozmowie z Pudelkiem. Dla niego to nie są dodatki na zasadzie "możesz, ale nie musisz". "Napiwki są i powinny być obowiązkiem dla każdego gościa, który jest w restauracji" - podsumował stanowczo. Gessler, dziś jeden z najpopularniejszych celebrytów mediów, patrzy na napiwki przez pryzmat swojego doświadczenia. Gdy pracował za barem i przy stołach, te kilkanaście złotych doliczone do rachunku nieraz decydowało o tym, na co go będzie stać. Teraz, gdy ma własne restauracje, widać w nim purystę - dla niego napiwek to naturalna część umowy między gościem a obsługą.

Bosacka uderza: ukryte opłaty to bez sensu

Ale nie wszyscy się z nim zgadzają. Katarzyna Bosacka, znana z prostego i bezpośredniego stylu, podczas ramówki TVP wprost przedstawiła swoją wizję. I jest ona diametralnie inna. Prowadząca telewizji publicznej nie przepada za tym, co nazywa "ukrytymi opłatami". "Do szewskiej pasji doprowadza mnie ukryty napiwek" - przyznała bez owijania w bawełnę. Bosacka, matka czwórki dzieci, zna problem na własnej skórze. Opowiedziała o sytuacji, która przeraża każdego rodziaka - zasiada do restauracji z całą rodzinką, zostawia napiwek, a okazuje się, że został on też doliczony do rachunku. Podwójnie. Bez słowa ostrzeżenia. "Ja bardzo często mam dużą rodzinę ze sobą, bo mam czwórkę dzieci i okazuje się, że nie dość, że zostawiłam napiwek, to jeszcze był on doliczony. Serwis był doliczony do rachunku, czyli podwójnie ten napiwek zostawiłam, a nikt mnie o tym nie poinformował. To jest bez sensu po prostu" - stwierdziła dla tego samego medium co Gessler. W jej ocenie jedynym obowiązkiem gościa jest zapłacić czynszyk za posiłek. Tyle, ile widnieje w menu. Reszta to kwestia dobrej woli, a nie nacisku ze strony restauracji.

Spór, który nie ucichnie

Dyskusja robi się coraz głośniejsza. Z jednej strony Gessler - człowiek, który wie co mówi, bo sam karierę zaczynał od kelnera. Z drugiej Bosacka - matka, która rozlicza się za każdego złotego, bo wie, że rachunki się nie czekają. Oba stanowiska mają swoją logikę. Obie osoby mają doświadczenie, aby mówić z autorytetem. Pytanie pozostaje: czy napiwek to obowiązek? Czy uprzejmość? A może - tak jak uważa Bosacka - inteligentnie ukryta opłata, która trafia do rachunku bez wiedzy gościa?