Hanna siedziała w hotelu w sukni ślubnej i dzwoniła do Jacka co kwadrans. On nie odbierał. Ceremonia miała się zacząć, goście pili aperitif, a ślubu jeszcze nie było.
Hanna siedziała w hotelu w sukni ślubnej i dzwoniła do Jacka co kwadrans. On nie odbierał. Ceremonia miała się zacząć, goście pili aperitif, a ślubu jeszcze nie było.
Para znana z Tańca z Gwiazdami wzięła ślub 3 czerwca 2024 roku w Ligurii - we włoskiej Savonie, gdzie spełniło się ich marzenie o ceremonii za granicą. Wszystkie media rozpisywały się o bajecznym weselu, dwóch sukniach Hanny i wyjątkowym tańcu pary. Dopiero teraz, w wywiadzie dla magazynu Viva!, wyszło na jaw, że impreza o mały włos nie doszła do skutku.
Brakujący papierek i włoska sjesta
Logistyka zawiodła tuż przed ceremonią - zabrakło jednego dokumentu, bez którego ślub nie mógł się odbyć. Para była przekonana, że wszystkie formalności są dopięte na ostatni guzik. Rzeczywistość okazała się inna.
"To było wyzwanie, bo nie obeszło się bez różnych wpadek. Wydarzyło się to, że prawie ślubu nie było. Byliśmy technicznie przygotowani, ale logistyka zawiodła. Zabrakło jednego papierka" - przyznał Jacek Jeschke w rozmowie z Vivą!.
"W Polsce powiedziano nam, że wszystko jest, a tam na miejscu - że nie jest ok. Tuż przed ślubem trzeba było dzwonić do kurii w Genui, a że oni mieli sjestę, to nikt nie odbierał. Na szczęście ktoś tam powiedział 'si' no i 'si'" - dopowiedziała Hanna Żudziewicz.
Goście nie wiedzieli nic. Hanna - wiedziała wszystko
Podczas gdy Hanna nerwowo czekała w hotelu, goście spokojnie sączyli aperitif, nieświadomi, że ceremonia wisi na włosku. To ona jedna znała całą prawdę i liczyła minuty.
Jacek odbierał telefony żony i za każdym razem prosił o kolejne piętnaście minut. Hanna czuła, że wymarzony ślub wyślizguje jej się z rąk. W końcu podjęła decyzję: "Nie. Idę, bo ja swoje wesele przegapię. Więc nie miałam takiego wejścia w sukni, jak to zwykle bywa, tylko przyszłam, była impreza i zaczęliśmy od zdjęć" - opowiedziała w Vivie!.
Jacek przyznał, że całą sytuację próbowali ratować, przedłużając ceremonię jak tylko się dało - zdjęcia, podziękowania, przemowy. "Stwierdziliśmy, że jak coś nie wyjdzie, to zrobimy sobie przysięgę tutaj po swojemu. A jak goście są, to niech się bawią" - powiedział tancerz.
Na szczęście uprzejmość Włochów zrobiła swoje i zgoda nadeszła w ostatniej chwili. Wesele trwało trzy dni, a para relacjonowała je na bieżąco w mediach społecznościowych. Na pierwszą rocznicę Jacek podarował Hannie obraz - przerobione zdjęcie ślubne na złotym tle - który do dziś wisi w ich salonie jako pamiątka po tych nerwowych, ale pięknych chwilach.
Jedno jest pewne: gdyby włoski urzędnik nie podniósł słuchawki podczas sjesty, historia mogłaby być zupełnie inna. Macie swoją historię ślubnej wpadki? Piszcie w komentarzach.




