Dźwięk wózka z opatrunkami wystarczył, żeby ogarniał go paniczny strach. Krzysztof Ziemiec opowiedział wreszcie całą prawdę o tym, co działo się z nim po pożarze, który o mało nie kosztował go życia.
Czerwiec 2008 roku. Płonąca parafina oblewa ciało dziennikarza, który właśnie uratował żonę i troje dzieci z płonącego mieszkania. Ponad 40 procent powierzchni ciała - takie poparzenia drugiego i trzeciego stopnia lekarze musieli leczyć przez wiele miesięcy. Krzysztof Ziemiec wrócił do tych wspomnień w rozmowie z Moniką Richardson dla nowego cyklu Przełomy w serwisie Faktu.
Morfina, bandaże i wózek, którego się bał
Ziemiec przyznał w rozmowie z Richardson, że podczas długiego leczenia uzależnił się od morfiny. To konsekwencja wielomiesięcznej walki z bólem, jakiej trudno sobie wyobrazić bez przeżycia jej na własnej skórze. Dosłownie. Codzienne zmiany opatrunków - bandaże przyklejone do gojących się ran - były dla niego tak traumatycznym doświadczeniem, że sam dźwięk zbliżającego się wózka medycznego wywoływał paraliżujący lęk.
Żeby pokazać skalę bólu, dziennikarz użył porównania, które każdy rozumie: "To jest tak, jak każdy z nas zdejmuje plasterek z rany" - powiedział w rozmowie z Richardson. Tyle że zamiast jednego plasterka - całe ciało. Codziennie.
W pierwszych chwilach po wybuchu paradoksalnie nie czuł prawie nic. "Nie pamiętam bólu w momencie samego pożaru. Pamiętam jedynie taki flesz, że przyjechali strażacy. Cały czarny, osmalony leżałem zakrwawiony na korytarzu i jakoś sobie z nimi nawet dowcipkowałem, pytając, kiedy wrócę do domu. Oni mówili, że nieprędko" - wspominał Ziemiec w programie.
Uratował rodzinę, sam wylądował na oddziale poparzeń
Tamtego wieczoru żona dziennikarza podgrzewała parafinę kosmetyczną i zapomniała o garnku na kuchence. Ziemiec, wychodząc z łazienki, zobaczył płomienie. Próbował ugasić ogień - bez skutku. Doszło do wybuchu. Mimo że płonąca parafina oblała mu ciało, otworzył drzwi i wyprowadził rodzinę. Bez tego żona i dzieci mogliby nie wyjść z mieszkania.
Świadomość ogromu obrażeń przyszła dopiero następnego dnia w szpitalu. "Mam taki przebłysk ze szpitala, że leżę rano obwiązany cały jak mumia bandażami, nie mogę ruszyć i to zaczyna boleć. No i wtedy zaczynam mieć świadomość, co się stało" - powiedział Richardson. Lekarze przez wiele dni walczyli o jego życie, a rodzina nie wiedziała, czy przeżyje najgorszy kryzys.
Od pożaru minęło 18 lat. Ziemiec od dawna nie pracuje w Telewizji Polskiej, a tamten wypadek - jak sam przyznaje - całkowicie zmienił jego priorytety. Uzależnienie od morfiny, o którym opowiedział publicznie, to temat, który w Polsce wciąż bywa przemilczany nawet przez osoby publiczne. Dziennikarz zdecydował się przełamać to tabu.
Czy takie wyznania zmieniają cokolwiek w tym, jak postrzegamy leczenie bólu w Polsce? Napisz w komentarzu.









