Konie, wielbłądy i kraj pięć razy większy od Polski. Martyna Wojciechowska wylądowała na lotnisku i zamiast powiedzieć, dokąd jedzie, urządziła fanom konkurs.

Rankiem 10 czerwca Wojciechowska wrzuciła na Instagram krótką relację z... gdzieś. Śpiąca, z bagażem, gotowa do kolejnego odcinka programu "Kobieta na krańcu świata".

"Pora ruszać na kolejny kraniec świata" - napisała. I tyle konkretu.

Zagadka zamiast ogłoszenia

Zamiast podać kierunek, Wojciechowska nagrała dla fanów krótkie video z podpowiedziami. Kraj pięciokrotnie większy od Polski, mała liczba ludności, konie i wielbłądy, "bardzo dużo przestrzeni" i - jak sama to ujęła - wolność.

"Dobra, jest tak wcześnie, jestem tak śpiąca, że śpiewać nie będę. Będzie oczywiście zagadka, dokąd jadę. Kraj pięć razy większy od Polski, mało ludzi, dużo przestrzeni, bardzo dużo przestrzeni, konie, wielbłądy, wolność. Dobra, no to piszcie w komentarzach" - powiedziała na InstaStory.

Fani nie czekali długo. Komentarze zalała jedna odpowiedź: Mongolia. Pojawiła się też Australia, choć wielbłądy i konie jako duet raczej jednoznacznie wskazują na step.

Program, który miał nie wypalić

"Kobieta na krańcu świata" to dziś jeden z rozpoznawalnych polskich formatów dokumentalnych, ale Wojciechowska nie zawsze słyszała brawa. Dziennikarka pisała kiedyś na Instagramie, że gdy startowała z pomysłem, otoczenie reagowało sceptycznie.

"'Daj spokój, kto to będzie oglądał?!' - ludzie pytali i sugerowali mi karierę w rozrywce, reality show, studiu" - wspominała.

Dziś, po latach, ocenia to inaczej: "Program dawno przestał być tylko programem, stał się zjawiskiem społecznym, zwiastunem wielu zmian. Moje marzenia nigdy nie sięgały tak daleko" - pisała na Instagramie.

Mongolia, Australia, a może coś zupełnie innego? Odpowiedź pewnie pojawi się w kolejnym odcinku. Wy już wiecie, dokąd leci?