Warszawa nie zatrzymała jej na długo. Kinga Rusin wróciła do kraju, spotkała się z koleżanką z TVN, a potem zniknęła - tym razem na dobre dwa miesiące.
Kinga Rusin wróciła do kraju, spotkała się z koleżanką z TVN, a potem zniknęła - tym razem na dobre dwa miesiące. W niedzielny poranek była gwiazda "Dzień Dobry TVN" wrzuciła post, który wszystko wyjaśnił: ona i Marek Kujawa są już w drodze.
Finał Mistrzostw Świata o 3 w nocy? Rusin i Kujawa nie odpuszczą
Nowe miejsce pobytu dzieli ich od Polski aż 12 godzin różnicy czasu. To oznacza jedno - finał Mistrzostw Świata Hiszpania-Argentyna obejrzą w środku nocy albo nie pójdą w ogóle spać. Rusin napisała wprost na Instagramie: "Wstaniemy (lub nie pójdziemy w ogóle spać), bo obydwoje z Markiem kochamy sport i rywalizację na światowym poziomie, a mecz zapowiada się na spotkanie o wymiarze kosmicznym".
Para dopiero po wylądowaniu zorientowała się, że sytuacja na świecie może skomplikować im powrót. Rusin skwitowała to filozoficznie: "O powrót będziemy się martwić za dwa miesiące". Klasyczna Kinga.
Cztery kraje, żadnych pewnych planów - i właśnie o to chodzi
To dopiero pierwszy przystanek na trasie, która ma objąć co najmniej cztery kraje. Rusin sama przyznaje, że w ich przypadku plany to pojęcie płynne - i najwyraźniej zupełnie jej to nie przeszkadza. Od kiedy rzuciła telewizję, żyje dokładnie tak, jak chce: w podróży, z Markiem, bez twardego grafiku.
Fani zareagowali natychmiast. "Tak trzeba żyć", "Kinga wyglądasz FANTASTYCZNIE, podziwiam za każdym razem", "Wspaniała z was para" - komentarze posypały się lawiną. Do gratulacji dołączyła też Karolina Ferenstein-Kraśko, żona Piotra Kraśki: "Kinga, ale wspaniale!" - napisała na Instagramie Rusin.
Dwie miesiące podróży, cztery kraje i mecz o 3 w nocy jako przywitanie z nowym miejscem. Wam też tak zazdrość nie daje spać?




