Sześć tygodni ciszy. Zero zdjęć, zero relacji, zero stories. Kinga Rusin po prostu zniknęła - a teraz wróciła z wyjaśnieniem, które brzmi jak sen każdego, kto kiedykolwiek chciał uciec od wszystkiego.

Sześć tygodni ciszy. Zero zdjęć, zero relacji, zero stories. Kinga Rusin po prostu zniknęła - a teraz wróciła z wyjaśnieniem, które brzmi jak sen każdego, kto kiedykolwiek chciał uciec od wszystkiego.

Japonia, chaos i ucieczka przed tłumem

Zanim nastąpiło wielkie milczenie, Rusin była zajęta Japonią. Od połowy kwietnia podróżowała po kraju kwitnącej wiśni razem z partnerem Markiem Kujawą. W majowy weekend trafili do Kioto na ostatni dzień festiwalu gejszy - i tam zaczęły się schody.

Trafili prosto w środek japońskiego Golden Week - lokalnego odpowiednika naszej majówki, tylko w wersji dla 125 milionów ludzi. "Dziękuję gejszom z pięknego Kioto, ale musieliśmy uciekać... Sytuacja nas przytłoczyła. Polskie tłumy na majówkę to mały ból głowy w porównaniu z tajfunem wyjazdów Japończyków" - napisała Rusin na Instagramie. Ostrzegali ich, nie chcieli wierzyć. W porę się zreflektowali i uciekli w spokojniejsze miejsce.

Po powrocie z Azji na przełomie maja i czerwca Rusin pojawiła się na chwilę w Warszawie - i znów zniknęła. Tym razem jednak celowo.

Rodos, kajt i powrót po wypadku

Czerwiec spędza na Rodos - i to od wielu lat. Na greckiej plaży Prasonisi panują podobno idealne warunki do kitesurfingu, a właśnie do tego sportu Rusin wróciła po wcześniejszym wypadku.

"Powrót po wypadku do kajta był dla mnie dużym wydarzeniem. Początki były nieśmiałe, bo gdzieś z tyłu głowy został lekki uraz, ale na szczęście szybko minął. Śmiganie po falach przy 25-30 węzłach to totalna radość i wolność i adrenalina" - napisała na Instagramie, gdzie po sześciu tygodniach nieobecności w końcu się odezwała.

Social media? Poszły świadomie w odstawkę. "Po naszej bardzo intensywnej podróży po Japonii potrzebowaliśmy spokoju. Taki reset dobrze robi od czasu do czasu" - tłumaczyła. Każdy poranek na Rodos zaczyna od wejścia do morza, potem zdalna praca - bo Rusin prowadzi własną firmę kosmetyczną - i obiad z widokiem na wodę. "Nuda", jak sama to określa, w najlepszym możliwym sensie tego słowa.

Brzmi jak życie, które połowa z nas chciałaby mieć na stałe, nie tylko przez dwa tygodnie urlopu. Kinga Rusin rzuciła telewizję sześć lat temu i - sądząc po tym, co pokazuje - ani przez chwilę tego nie żałuje. Czy wy bylibyście w stanie tak wszystko zostawić?

Kinga Rusin, fot. Instagram
© materiały prasowe
Kinga Rusin, fot. Instagram.
© materiały prasowe
Kinga Rusin, fot. Instagram
© materiały prasowe
Kinga Rusin, fot. Instagram
© materiały prasowe
Kinga Rusin, fot. AKPA
© materiały prasowe
Kinga Rusin, fot. Instagram
© materiały prasowe