Zdobyła Mount Everest. Objechała świat wzdłuż i wszerz. A jednak Martyna Wojciechowska przyznaje, że wewnętrzny głos mówiący "nie dasz rady" zna aż za dobrze.
Zdobyła Mount Everest. Objechała świat wzdłuż i wszerz. A jednak Martyna Wojciechowska przyznaje, że wewnętrzny głos mówiący "nie dasz rady" zna aż za dobrze.
Wojciechowska od 2002 roku realizuje projekt Korona Ziemi - wspinaczka na najwyższe szczyty każdego kontynentu. Na Everest weszła w 2006 roku. Od tamtej pory stała się twarzą odwagi i determinacji w polskich mediach. Ale w najnowszym wywiadzie dla Newseria Lifestyle zdjęła tę zbroję.
"Świat mówi, że jesteśmy niewystarczające" - Wojciechowska bez filtrów
Podróżniczka mówi wprost, że zwątpienie i obawy przed porażką nie omijają jej tak samo jak każdej innej kobiety. To rzadka szczerość od kogoś, kto od lat funkcjonuje w wizerunku nieustraszerzonej globtroterki.
"Ja chyba wciąż się przekonuję, na ile mnie stać i co mogę. W każdym z nas drzemie niezwykły potencjał i ogromna siła, ale świat nam mówi, że jesteśmy niewystarczające, że nie damy rady, że coś jest niemożliwe. A ja lubię się przekonywać, że jednak mogę więcej, niż świat mi mówi, czasem nawet więcej, niż sama o tym myślę" - powiedziała Wojciechowska w rozmowie z Newseria Lifestyle.
Brzmi jak motywacyjny plakat? Może. Ale z ust kogoś, kto naprawdę stał na dachu świata, brzmi jednak inaczej.
Jej nowa książka to nie kolejny poradnik o górach
Wojciechowska promuje właśnie "Przesunąć horyzont. 20 lat później" - pozycję, w której skupia się nie na ekstremalnych wyprawach, lecz na codziennych kryzysach i trudnych momentach. Twierdzi, że każdy z nas zmaga się ze swoim prywatnym Everestem - i niekoniecznie chodzi o wysokość.
"Każdy ma swój Everest, każdy każdego dnia wspina się na jakąś górę. Ten Everest jest bardzo symboliczny, bo każdy ma swoje wyzwania, z którymi się mierzy, i po prostu warto przesuwać horyzont" - dodała podróżniczka.
Dla kobiet, które codziennie balansują między pracą, rodziną i własnym głosem w głowie mówiącym "nie wystarczasz" - ta deklaracja może trafić bardziej niż zdjęcie ze szczytu ośmiotysięcznika.
A wy macie swój Everest? Napiszcie w komentarzach - bo Martyna właśnie udowodniła, że przyznanie się do niego nie jest słabością.




