274 wspinaczy jednego dnia na tym samym szczycie. Martyna Wojciechowska widziała te zdjęcia i powiedziała jedno zdanie, które zamknęło temat.
274 wspinaczy jednego dnia na tym samym szczycie. Martyna Wojciechowska widziała te zdjęcia i powiedziała jedno zdanie, które zamknęło temat.
18 maja 2006 roku Wojciechowska stanęła na Mount Evereście jako trzecia Polka w historii. Dwadzieścia lat później, dokładnie 20 maja, na ten sam szczyt weszło 274 osób jednocześnie. Zdjęcia gigantycznych kolejek obiegły media na całym świecie - i najwyraźniej skutecznie odebrały jej ochotę na powtórkę.
"Są bardziej intymne miejsca" - Wojciechowska stawia sprawę jasno
Wojciechowska w rozmowie z Newserią przyznała, że na te same warunki, które miała dwie dekady temu, już nie ma co liczyć. "Mount Everest był wspaniałym wyzwaniem i gdybym mogła zdobyć go jeszcze raz na tych samych warunkach, które miałam 20 lat temu, to bym to zrobiła, ale dzisiaj to już nie jest to samo miejsce" - powiedziała wprost.
Co ją zniechęca? Tłumy, kolejki, helikoptery krążące nad głową i - uwaga - zasięg komórkowy na szczycie. "Są bardziej intymne miejsca niż Mount Everest, gdzie można się spotkać nie tylko z górą, ale też z samą sobą" - dodała w rozmowie z Newserią. Trudno się z tym nie zgodzić.
Korona Ziemi, Dakar i złamany kręgosłup - to tylko część jej CV
Wojciechowska nie jest kobietą, która narzeka bez powodu. Na Evereście doznała poważnych odmrożeń - odpadały jej kawałki skóry. Złamała kręgosłup. Zdobyła Koronę Ziemi, przejechała Rajd Dakar i Rajd Transsyberyjski. Kilka razy - jak sama przyznaje - omal nie przypłaciła swoich wypraw życiem.
Za trzy miesiące skończy 52 lata i nie ma zamiaru zwalniać. "Jeszcze wiele, wiele Everestów przede mną i pewnie jeszcze nie raz będę miała szansę wszystkich zaskoczyć" - zapowiedziała w tej samej rozmowie z Newserią. I dodała coś, co brzmi jak motto na całe życie: "Jak poczuję te motyle w brzuchu, jak poczuję intuicyjnie, że to jest coś, czemu warto teraz poświęcić czas, energię, to będę to robić".
Everest z kolejką jak na Gubałówkę? Nie dla niej. Ciekawe tylko, co tym razem wymyśli - bo Wojciechowska rzadko zaskakuje połowicznie.




