Beata Tadla ma 51 lat i po raz pierwszy w życiu nie czuje chaosu. To wyznanie, które zaskoczyło nawet jej fanów.
14 czerwca Beata Tadla wchodzi w 51. rok życia. Bez tortu, bez dmuchania świeczek, bez ceremonii - bo urodziny po prostu jej nie interesują.
"Zdarza mi się nawet zapomnieć, że one danego dnia są, więc jeśli ktoś nie złoży mi życzeń, to ja się kompletnie nie obrażam" - przyznała szczerze w rozmowie z agencją Newseria. Dodała, że sama też nie pamięta o cudzych urodzinach. Spokój sumienia gwarantowany.
Trzydziestka? Czterdziestka? Tadla mówi wprost
Prezenterka odrzuca popularny mit, że pięćdziesiątka to nowa trzydziestka. Ma ku temu konkretny powód - porównała zdjęcia i wyszło jej coś zaskakującego. "Zamieściłam swoje zdjęcia z czasów, kiedy miałam 30 lat. Gdy na nie patrzę, wydaje mi się, że zgodnie z tym trendem stara już byłam" - śmiała się w tym samym wywiadzie.
Ale żartów na bok. Tadla mówi poważnie, że dziś czuje się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. "Nigdy wcześniej tak dobrze się nie czułam ze sobą i w połączeniu głowa-ciało nigdy nie było takiej harmonii, poukładania i spokoju, jakie mam dzisiaj. Zawsze było rozedrganie, chaos, lęki, a dzisiaj mam więcej spokoju" - wyjawiła.
Co jeszcze przed nią?
Tadla regularnie pojawia się w "Pytaniu na śniadanie", od 2021 roku jest żoną Michała Cebuli - poznali się przez biuro matrymonialne i zaręczyli po kilku tygodniach. Ma 25-letniego syna Jana z poprzedniego związku. I - jak sama mówi - w wieku 50 lat weszła dodatkowo do biznesu, czego nigdy się po sobie nie spodziewała.
"Jestem bardzo ciekawa mojego życia" - podsumowała. I chyba nie ma tu nic do dodania.
Czy 51 lat to wiek, w którym naprawdę zaczyna się najlepszy rozdział? Tadla twierdzi, że tak. Dajcie znać w komentarzach, czy wam też z wiekiem przybywa spokoju - czy raczej odwrotnie.




