Byli w trasach, mijali się na lotniskach, a ktoś trzeci szeptał Marcie do ucha. Michał Wiśniewski twierdzi, że to nie on i nie Mandaryna zakończyli to małżeństwo.
Kto podstawił nogę Wiśniewskiemu i Mandarynie?
Zdaniem Michała Wiśniewskiego rozpad jego drugiego małżeństwa to nie była kwestia braku miłości ani wypalenia - za kulisami miała działać konkretna osoba. Wokalista twierdzi, że para została celowo odcięta od siebie, zanim zdążyła podjąć jakąkolwiek walkę o związek. To mocne oskarżenie, które padło w podcaście "W związku" prowadzonym przez Paulinę Koziejowską-Orłoś i Macieja Orłosia.
Wiśniewski nie owijał w bawełnę. "Zostaliśmy odcięci od siebie przez jej ówczesną menadżerkę. Rozprzestrzeniasz takie komunikaty dotyczące jednej i drugiej strony, że nie widzisz drogi, o którą masz walczyć" - powiedział wprost w podkaście.
Dodał też szerszy kontekst tej sytuacji: "Jesteś kobietą, to powinnaś wiedzieć, że najlepsza to jest ta najlepsza koleżanka, która ci powie, jak masz żyć, co robisz źle i doradzi ci. Myślę, że Marta takich podszeptywaczy miała zbyt dużo. Więc my nie mieliśmy tak naprawdę szansy, żeby to sobie wszystko poukładać. Bo ja byłem w trasie, Marta była w trasie i nagle pojawiła się z tragarzami".
Według wokalisty samo rozstanie nie było błędem - błędem był brak przestrzeni, żeby w ogóle spróbować naprawić to, co się psuło.
Dziś by zawalczył. Wtedy nie wiedział jak
Z perspektywy czasu Wiśniewski przyznaje otwarcie, że podjął wtedy najgorszą możliwą decyzję. On i Mandaryna mieli po dwadzieścia kilka lat, kariery na pełnych obrotach i - jak podobno twierdzi - za dużo głosów w tle.
"Dzisiaj jesteśmy dorosłymi ludźmi, wtedy mieliśmy dwadzieścia kilka lat. Z dzisiejszej perspektywy to oczywiście warto było o to powalczyć i teraz może byśmy podjęli inne decyzje. Podjąłem najgorszą decyzję, nawet z perspektywy czasu najgorszą, ale wtedy taką podjąłem i już" - przyznał muzyk w tym samym podcaście.
To nie pierwszy raz, gdy Wiśniewski wraca do Mandaryny z wyraźnym sentymentem. Tyle że teraz robi to w szczególnym momencie - czeka na pierwszą rozprawę rozwodową z Polą, a spekulacje o możliwym zbliżeniu z byłą żoną krążą po mediach od kilku tygodni.
Czy Wiśniewski naprawdę wierzy, że gdyby nie menadżerka, ich małżeństwo przetrwałoby? A może po latach szuka wygodnego wyjaśnienia dla czegoś, co i tak by się skończyło? Piszcie w komentarzach.




