Pięć lat. Tyle trwała walka Michała Wiśniewskiego o dobre imię. W środę 27 maja 2026 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie postawił w tej sprawie ostatnią kropkę.
Sprawa dotyczyła milionowej pożyczki ze SKOK Wołomin. Przez pół dekady lider Ich Troje bronił się przed zarzutami wyłudzenia kredytu. Prawomocny wyrok apelacyjny zamknął tę batalię definitywnie - na korzyść artysty.
"Cieszę się, że to się skończyło"
Tuż po opuszczeniu sali rozpraw Pudelek skontaktował się z Wiśniewskim. Muzyk nie gryzł się w język.
"Bardzo się cieszę. Mogę powiedzieć, że skaczę z radości, bo to są emocje z ostatnich pięciu lat, które się zbierały" - powiedział artysta w rozmowie z Pudelkiem. Dodał też gorzką nutę: "Nikt mi tego czasu już nie zwróci".
Pięć lat to nie jest abstrakcja. Wiśniewski ma czworo dzieci - i właśnie o nich pomyślał w pierwszej chwili po ogłoszeniu wyroku.
Odszkodowanie? Nie teraz
Pytanie o ewentualne odszkodowanie od Skarbu Państwa wydawało się naturalne. Odpowiedź zaskoczyła.
"Na ten moment ja w ogóle o takich rzeczach nie myślę. Proszę mnie nawet nie pytać" - uciął Wiśniewski w rozmowie z Pudelkiem. "Bo dla mnie teraz najważniejsze jest, żeby porozmawiać z dziećmi i żeby podziękować im za to, że wierzyły we mnie cały czas".
Czy kwestia finansowego zadośćuczynienia wróci? Podobno artysta ma teraz głowę zupełnie gdzie indziej. Prawnicy mogą poczekać.
Jedno jest pewne - Wiśniewski wyszedł z sądu jako człowiek wolny od zarzutów, z pięcioletnim bagażem za plecami i dziećmi na myśli. Rzadko plotki kończą się tak po ludzku.
Co myślicie - czy Wiśniewski powinien jednak walczyć o odszkodowanie? Piszcie w komentarzach.



