Urzędnik powiedział mu: 'Współczujemy, rozumiemy - ale i tak pan odpowiada.' Tomasz Oświeciński, aktor uniewinniony od zarzutów oszustwa podatkowego, właśnie ujawnił kulisy rozmowy ze skarbówką, która przyprawiła go o zimny pot.
Zatrudnił księgową z polecenia. Zaufał jej w stu procentach. A kiedy okazało się, że coś poszło nie tak, urzędnicy skarbowi wzruszyli ramionami i powiedzieli: pańska sprawa, pański problem. Tomasz Oświeciński opowiedział o tym w podcaście Jacka Dziuby i trudno się dziwić, że wciąż nie może o tym zapomnieć.
Zarzuty, które niemal zniszczyły mu życie
W grudniu 2023 roku Prokuratura Regionalna w Warszawie postawiła Oświecińskiemu zarzuty posługiwania się fałszywymi fakturami i oszustwa podatkowego. Według aktu oskarżenia, faktury miały dotyczyć obsługi marketingowej w latach 2018-2019, a Skarb Państwa miał stracić blisko 100 tysięcy złototych. Aktorowi groziło nawet 8 lat więzienia.
Oświeciński od początku twierdził, że jest niewinny - że padł ofiarą nieuczciwej księgowości, nie własnych działań. W styczniu 2025 roku sąd przyznał mu rację i wydał wyrok uniewinniający. Aktor poinformował o tym na Instagramie, nie kryjąc emocji: „Po kilku latach walki w sądzie, dzisiaj wreszcie została potwierdzona moja niewinność. Nie było łatwo. Straciłem kontrakty, niektórzy przyjaciele odwrócili się ode mnie, nie czekając na wyrok" - napisał.
Co powiedziała mu skarbówka? Ten cytat mówi wszystko
Wyrok zapadł, sprawa zamknięta - ale Oświeciński postanowił do niej wrócić w podcaście Jacka Dziuby, bo historia, którą ma do opowiedzenia, jest lekcją dla każdego, kto prowadzi własną działalność. Aktor wyjaśnił, że jako rozwijający się celebryta chciał mieć kogoś zaufanego do pilnowania finansów.
„Myślałem, że mam księgową, która dba o moje faktury. Zatrudniam człowieka, daję mu swoje pełne zaufanie, swoje pieniądze i na koniec, jak ktoś okazał się nieuczciwy, to przychodzą do mnie i mówią, że to ja jestem za to odpowiedzialny" - mówił w podcaście.
Najbardziej jednak uderzyła go odpowiedź, którą usłyszał bezpośrednio w Urzędzie Skarbowym. Zacytował ją słowo w słowo: „Panie Tomaszu, współczujemy, wszystko rozumiemy. Rozumiemy, że panu księgowość prowadziła jakaś firma księgowa, ale to na końcu i tak pan odpowiada".
Krótko, rzeczowo, bez owijania w bawełnę. Urzędnicy rozumieli sytuację - i jednocześnie nie zamierzali z tego powodu odpuścić. Oświeciński przyznał, że był lekko zdumiony taką odpowiedzią.
Sprawa zakończyła się dobrze - uniewinnieniem i odzyskaniem dobrego imienia. Ale pytanie, które Oświeciński zostawia w powietrzu, jest bardzo konkretne: co ma zrobić zwykły człowiek, który zatrudnia specjalistę z polecenia i ufa mu jak profesjonaliście? Bo najwyraźniej zaufanie to za mało, żeby uchronić się przed odpowiedzialnością karną.
Co o tym myślicie? Dajcie znać w komentarzach.








