Wywiad nagrany przed wielkim ogłoszeniem - i właśnie dlatego tak ciekawy. Michał Wiśniewski rozmawiał z 'Faktem', gdy nikt jeszcze nie wiedział o Mandarynie, i powiedział więcej, niż pewnie planował.
Wywiad nagrany przed wielkim ogłoszeniem - i właśnie dlatego tak ciekawy. Michał Wiśniewski rozmawiał z "Faktem", gdy nikt jeszcze nie wiedział o Mandarynie, i powiedział więcej, niż pewnie planował.
Lider Ich Troje ma za sobą kilka miesięcy, które spokojnymi nazwać trudno. Prawomocnie zakończył wieloletnią batalię sądową związaną z aferą SKOK Wołomin. Trwa głośny rozwód z Polą Wiśniewską. Do tego dwie córki zdawały matury. A wczoraj sam potwierdził to, o czym spekulował cały show-biznes - jest znów z Martą "Mandaryną" Wiśniewską.
"Rollercoaster" - i to nie metafora
Michał Wiśniewski w rozmowie z "Faktem" bez owijania w bawełnę przyznał, że jego życie to nie slalom, lecz rollercoaster. Wywiad powstał przy okazji jego udziału w programie "Wyższa szkoła jazdy", gdzie mierzył się z poślizgiem kontrolowanym i slalomem - i najwyraźniej skłonił go do głębszych przemyśleń.
"Czasami trzeba bardzo zwolnić, a czasami przyspieszyć, żeby uratować siebie. Ale na samym końcu może się skończyć paliwo. Przecież każda droga ma swój cel" - mówił 53-latek.
Przyznał też, że z perspektywy czasu widzi własne błędy. "Uważam, że przez swoje dotychczasowe życie straciłem bardzo dużo czasu. Nie, niczego nie żałuję. Życia nie da się powtórzyć. Wiadomo, że będę popełniał błędy do końca swojego życia, ale oby jak najmniej" - dodał w tym samym wywiadzie.
O rozwodzie: "Jest strefa wpływu i strefa zainteresowań"
Wiśniewski odniósł się też do rozwodu z Polą - choć ostrożnie, bez wchodzenia w szczegóły sądowe. "Nie mam na to wpływu. Jest strefa wpływu i strefa zainteresowań. To, że chciałbym, żeby było inaczej, nie zmienia faktu, że na pewne rzeczy nie mam wpływu. Muszę się odnaleźć w tej sytuacji" - wyznał w rozmowie z "Faktem".
Zaznaczył, że nie zamierza omawiać szczegółów batalii sądowej w mediach. "Myślę, że jak emocje miną, przyjdzie czas na zdrowy rozsądek. Część rzeczy została już uregulowana przez sąd. Nie chodzę po programach i nie mam zamiaru szeroko tego komentować, choć oczywiście jest to dla mnie trudne" - tłumaczył.
Na koniec życzył spokoju - sobie i Poli. "Życzę tego i Poli, i sobie, żebyśmy po prostu znaleźli spokój, przede wszystkim dla nas i dla naszych dzieci. Cieszę się, że jestem na tym etapie, na którym jestem. Mam nadzieję, że wszystko, co najlepsze, przede mną" - zakończył.
Słowa o spokoju i braku wpływu padły zanim świat dowiedział się o Mandarynie. Teraz brzmią jak pożegnanie z jednym rozdziałem - i przywitanie z następnym. Czy Pola tak to odbierze?

