Michał Wiśniewski stanął przed kamerą chwilę po opuszczeniu sali sądowej i powiedział wprost, czego się boi. Nie chodzi o wyrok - chodzi o wojnę.
Przez tygodnie oboje milczeli. Michał i Pola Wiśniewscy trzymali się z daleka od mikrofonów - w kuluarach podobno krążyła umowa o poufności. Pierwsza rozprawa rozwodowa zmieniła jednak coś w tej ciszy.
Co powiedział Wiśniewski po wyjściu z sądu?
Lider Ich Troje po pierwszej rozprawie udzielił komentarza redakcji JastrząbPost. Powiedział, że czuje się dobrze - i że sąd wyznaczył stronom czas na mediację. Ale to nie ta informacja przykuła uwagę.
"Bardzo dobrze się czuję. Sąd dał nam czas na mediację, mam nadzieję, że te się odbędą. Generalnie, jeżeli nie, to chciałbym powiedzieć, że mam nadzieję, że ta sprawa nie zakończy się jak Johnny Depp vs Amber Heard. Trzymam kciuki za nas" - powiedział Wiśniewski w rozmowie z JastrząbPost.
Porównanie do procesu Deppa i Heard mówi sporo. Tamta sprawa ciągnęła się latami, obrosła setkami nagrań, przecieków i wzajemnych oskarżeń - i skończyła się medialną rzezią dla obojga. Wiśniewski podobno chciałby uniknąć właśnie tego.
Czy mediacja jest realna?
Sąd dał stronom czas - to standardowa procedura, ale w tej sprawie nabiera dodatkowego znaczenia. Wcześniej prawniczka Poli Wiśniewskiej mówiła o "światełku w tunelu", a sam Wiśniewski trzyma kciuki za porozumienie. Czy to oznacza, że obie strony rzeczywiście chcą się dogadać bez dalszej batalii sądowej?
Fani obserwują każdy ruch obojga od miesięcy. Wiśniewski pojawił się po rozprawie spokojny, żartował nawet z powagi sytuacji - co dla niektórych brzmi jak dobry znak. Dla innych to tylko starannie zarządzany wizerunek przed kolejną rundą.
Jak to się skończy - na sali sądowej czy przy mediacyjnym stole? Dajcie znać w komentarzach, czy wierzycie w ugodę.

