Dzieci - i tylko dzieci. Michał Wiśniewski wyszedł z sądu i powiedział wprost, co go teraz najbardziej boli.
Środa, 12:30, Sąd Okręgowy w Warszawie. Michał Wiśniewski i Pola Wiśniewska stanęli po dwóch stronach sali - każde ze swoim pełnomocnikiem, każde z własną wersją historii.
Pierwsza rozprawa za nimi. Szybkiego finału nie będzie - według informacji Pudelka prawniczka Poli już zaznaczyła, że jedna rozprawa to za mało.
Co Wiśniewski powiedział o dzieciach?
Michał Wiśniewski ma z Polą dwóch synów. W wywiadzie dla Jastrząb Post mówił krótko i bez owijania w bawełnę: priorytetem są dzieci, reszta jest drugorzędna.
"Cieszę się, że na ten moment przede wszystkim udaje nam się w pewien sposób zadbać o nasze dzieci i to jest podstawa, to jest najważniejsze ze wszystkiego. Te dzieci mają też rodzeństwo, które bardzo kibicuje temu, żeby te stosunki były jak najlepsze" - powiedział lider Ich Troje w rozmowie z Jastrząb Post.
Dodał też coś, co brzmi jak apel do samego siebie: "To jest początek bardzo trudnej drogi przed nami i życzę nam - i Poli, i sobie - żeby to była jak najmniej wyboista droga. Jeżeli już coś się skończyło, to postarajmy się w tym wszystkim pokazać klasę i wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje".
Jak wyglądało spotkanie w sądzie?
Zanim doszło do słów o klasie, było niezręczne przywitanie w korytarzu. Według relacji reporterów Pudelka obecnych przed salą - Pola wyciągnęła rękę, Michał ją przytulił. Potem usiadł obok żony i podobno próbował zagadać. Ona nie patrzyła w jego stronę.
Pola miała przyjść z dużą ilością dokumentów i zachowywać formalny dystans - do Wiśniewskiego zwracała się podobno oficjalnie, bez żadnych skrótów.
Rozprawa trwała. Kiedy się skończy? Tego na razie nie wie nikt - ani strony, ani ich prawnicy. Wiśniewski sam przyznał, że to dopiero początek. Długi.
Czy „pokazanie klasy" wystarczy, żeby przez tę drogę przejść bez szwanku - zwłaszcza gdy w tle są dzieci i kolejne terminy sądowe? Piszcie w komentarzach.






