Pięćdziesiąt lat razem i dopiero teraz zagrali parę, która się właśnie poznaje. Maria Winiarska mówi wprost - ta rola przypomniała jej, jak miło jest się do siebie przytulić.

Pomysł reżysera Mariusza Kuczewskiego był ryzykowny: obsadzić małżeństwo po pięciu dekadach razem w rolach ludzi, którzy dopiero się w sobie zakochują. Maria Winiarska miała wątpliwości. Wiktor Zborowski - nie.

Wahała się, on namawiał

W 2. części filmowego hitu "Dalej, jazda" Winiarska zagrała Danusię, w której zakochuje się Antoni Kryska - postać Zborowskiego od pierwszej części. Reżyser w rozmowie z "Super Expressem" ujawnił, że najpierw zadzwonił do Wiktora. "W pierwszej chwili go chyba zatkało, ale po chwili powiedział, że super, ale zadzwoń do Marysi" - relacjonował Kuczewski. Aktorka zgodziła się, choć obawiała się, że po tylu latach nie uda im się zbudować na ekranie czegoś, co dopiero kiełkuje.

W "Rewii" Winiarska tłumaczyła swoje wahanie bez owijania w bawełnę. "Znamy się jak łyse konie. Wahałam się, bo przypuszczałam, że mąż będzie się denerwował, jak zobaczy, że ja się czymś denerwuję" - mówiła z ironią, dodając, że Wiktor ostatecznie przekonał ją argumentem, że zagra właściwie siebie - bo i tak gada bez przerwy.

Film, który zbliżył ich bardziej niż 50 lat rutyny

Film miał premierę w lutym 2026 roku. I podobno zadziałał lepiej, niż ktokolwiek się spodziewał - nie tylko na ekranie. Winiarska w tym samym wywiadzie dla "Rewii" przyznała, że coś między nimi drgnęło naprawdę. "Nie jest źle, ale nie ma już takiej fascynacji, jak wtedy, kiedy się poznaliśmy. Przyznam, że ten film ponownie zbliżył nas do siebie. Odżyły dawne uczucia. Przypomnieliśmy sobie, jak miło jest się do siebie przytulić" - powiedziała aktorka.

A kontekst jest ważny - zaledwie niedawno Winiarska mówiła w podcaście "Glamour", że obserwując szczęśliwy związek córki Zofii i jej męża Andrzeja Wrony, poczuła żal za straconymi latami. Kryzys był poważny - według jej słów Wiktor zaczął wtedy mówić o rozwodzie.

Teraz mówi o przytulaniu. Może właśnie po to są filmy - żeby przypominać ludziom, że jeszcze pamiętają, jak to było.

Czy zakochiwanie się na nowo po 50 latach to przepis na małżeństwo, który warto skopiować? Napiszcie w komentarzach.