Ona go nie lubiła. On przyjeżdżał z Warszawy na jeden dzień, brał pięć treningów i nie odpuszczał. Tak zaczęła się historia Piotra Kraśki i Karoliny Ferenstein-Kraśko.

Ona go nie lubiła. On przyjeżdżał z Warszawy na jeden dzień, brał pięć treningów i nie odpuszczał. Tak zaczęła się historia Piotra Kraśki i Karoliny Ferenstein-Kraśko.

Stadnina, konie i dziennikarz, który nie umiał przyjąć odmowy

Karolina Ferenstein-Kraśko jest córką właścicielki stadniny. Piotr trafił tam z jednym postanowieniem - nauczyć się jeździć konno i startować w zawodach. Brzmi niewinnie, prawda? Problem w tym, że był z tego słynny - kompletnie nie słuchał instruktorki.

"Marzył, żeby startować w zawodach. W tym momencie musiałam wziąć sprawy w swoje ręce. Niechętnie. Był niewiarygodnie uparty. Zdarzało mu się przyjeżdżać z Warszawy na jeden dzień i brać pięć, sześć treningów w skokach przez przeszkody" - mówiła Karolina w wywiadzie dla "Gali".

Obserwatorzy treningów podobno zakładali, że Karolina w końcu wyrzuci upartego prezentera za bramę. Zamiast tego - zostali parą. W 2008 roku wzięli ślub. Teraz mają trójkę dzieci.

Ojcostwo zmieniło Kraśkę. Sam to przyznaje

Piotr Kraśko w magazynie "baby by Ann" przyznał wprost, że bycie ojcem wywróciło jego myślenie do góry nogami. I nie mówi tego w stylu celebryckiego frazesa o "miłości bezwarunkowej" - mówi konkretnie.

"Wczoraj wydawało Ci się, że już wszystko wiesz, ale dziś metoda, która skutkowała wczoraj, jest nic nie warta. Ojcostwo uczy dystansu, pokory, zrozumienia. Doświadczenie bycia rodzicem, odpowiadania za kogoś, w sensie dosłownym, utrzymywania kogoś, jest bezcennym doświadczeniem" - mówił dziennikarz.

Karolina ze swojej strony zdradziła, co trzyma ich małżeństwo w dobrej kondycji po ponad siedemnastu latach. Para unika cichych dni - woli się pokłócić i od razu pogodzić. I pilnuje, żeby znaleźć czas tylko dla siebie, bez dzieci.

"Uważam, że raz na jakiś czas rodzice powinni mieć czas tylko i wyłącznie dla siebie" - powiedział Kraśko.

Szczerość? Jak najbardziej. Ale też pewnie trochę nieźle brzmiące rady, które w praktyce wymagają żelaznej dyscypliny. Pytanie, czy większość par w Polsce w ogóle ma na to przestrzeń. Co wy na to?