Dorota Wellman nie jest kobietą, która roztkliwia się publicznie nad swoim szczęściem. Ale w podcaście powiedziała wprost: miała szczęście. I wyjaśniła, na czym dokładnie to szczęście polegało.
Prezenterka "Dzień Dobry TVN" gościła w podcaście prowadzonym przez Gabrielę Gargaś i Weronikę Michalczyk. I tam, bez owijania w bawełnę, przyznała, że klucz do jej zawodowego sukcesu tkwi w jednym: wyborze partnera.
"Za późno" - Wellman nie przebiera w słowach
Wellman ma 65 lat i od dekad należy do czołówki polskich dziennikarek. W tym samym czasie wychowała dziecko i zbudowała karierę - i sama tłumaczy, jak to możliwe. "Ja myślę, że ja miałam szczęście w prapoczątkach. Otóż ja dobrałam sobie mądrego partnera. To może dla niektórych już jest za późno, więc jest mi bardzo przykro, ale mój partner powodował, że ja miałam ten wolny czas" - powiedziała w podcaście. Nie brzmi jak lukrowana opowieść o idealnym małżeństwie. Brzmi jak rzetelna analiza tego, co działa.
Konkretów nie brakuje. Mąż Wellman przejął znaczną część obowiązków domowych i rodzicielskich, gdy ona rozwijała karierę. "Mój mąż i mój partner - bo mój mąż jest moim świetnym partnerem - wiedział, że kobieta, która pracuje jednocześnie ma małe dziecko i po tym coraz starsze potrzebuje jego wsparcia, jego pomocy, uczestnictwa w wychowaniu" - dodała w tej samej rozmowie. Bez przepraszającego tonu. Jako fakt.
Podział obowiązków? U Wellmanów bez negocjacji
Dziennikarka podkreśliła, że układ działał w obie strony - ona też dawała mężowi przestrzeń, gdy jej potrzebował. "Nasze obowiązki były podzielone bardzo porządnie. To wszystko zależy od partnera i od tego, że możemy też głośno powiedzieć: 'Ja już nie mogę, potrzebuję chwili dla siebie'. Powiedzieć bez wstydu, powiedzieć bez oporów i spotkać się ze zrozumieniem po drugiej stronie" - podsumowała w podcaście Gargaś i Michalczyk.
Przy okazji Wellman wspomniała też o swoim słynnym duecie z Marcinem Prokopem. W podcaście "W trójkącie" przyznała, że tęskni za kolegą podczas dłuższych przerw. "Naprawdę, trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno" - mówiła o nim. Prokop najwyraźniej jest dla niej tym w pracy, czym mąż w domu - kimś, z kim można przegadać wszystko.
Wellman zbudowała dwie rzeczy równocześnie: karierę i związek. I twierdzi, że jedno bez drugiego by nie wyszło. Macie tak samo w domu - czy to jednak rzadki przypadek? Napiszcie w komentarzach.




