Jan Tomaszewski nagrywał każdy jej występ z domu, bo za bardzo przeżywał na żywo. A ona przez lata nie wrzucała jego zdjęć, żeby nikt nie powiedział, że zawdzięcza karierę nazwisku.
Małgorzata Tomaszewska pracuje dziś w "Dzień Dobry TVN", ma za sobą sześć lat w TVP i całą drogę od pogodynki do prezenterki. Z wykształcenia jest psychologiem - i to chyba ona sama najlepiej rozumie, co nią kierowało przez ostatnie lata, gdy na Instagramie nie pojawiało się ani jedno wspólne zdjęcie z tatą.
Córka legendy, która chciała być sobą
Jan Tomaszewski to dla polskiej piłki postać kultowa - bramkarz, który w 1973 roku niemal samodzielnie wyeliminował Anglię z mundialu. Dla Małgorzaty to po prostu tata. I właśnie to zderzenie - ikona sportu kontra zwykły rodzic - przez lata komplikowało jej relację z mediami.
Z okazji Dnia Ojca Tomaszewska napisała na Instagramie wprost: "Nie publikowałam wielu wspólnych zdjęć, bo przez lata próbowałam budować swoją drogę jak najdalej od jego nazwiska. Chciałam udowodnić sobie i światu, że potrafię sama. Dziś wiem, że nie musiałam nic udowadniać."
Szczerość rzadko spotykana w świecie, gdzie gwiazdy chętniej pokazują sławnych rodziców niż przyznają się do kompleksów.
Tata, który nie oglądał - bo za bardzo przeżywał
W tym samym poście Tomaszewska opisała coś, co trudno czytać bez wzruszenia. Jej ojciec nie opuścił żadnego festiwalu ani programu - ale nigdy nie był na widowni. Siedział w domu i nagrywał.
"Kiedy stawałam na największych scenach, Tata nagrywał moje występy, ale nie oglądał ich na żywo. Za bardzo przeżywał. Nie przegapił jednak żadnego festiwalu, programu, ani koncertu. Dziękuję za każdą recenzję, za każde dobre słowo i za każde 'jestem z Ciebie dumny, córeczko'" - napisała prezenterka.
Na końcu dodała, że choć nie zawsze się zgadzają, wie doskonale jedno: tata zrobiłby dla niej absolutnie wszystko.
Fani w komentarzach reagują ciepło - i trudno się dziwić. To wyznanie brzmi autentycznie, bez śladu PR-owego ocieplania wizerunku. Tomaszewska przez lata milczała. Kiedy w końcu powiedziała - powiedziała za siebie, nie za agencję.
Czy to początek nowego rozdziału - i więcej wspólnych zdjęć na jej profilu? Dajcie znać w komentarzach, co myślicie.




