Walizki, które spakowała pełna nadziei, wróciły bez niego. Anastazja Jakubiak przez rok nie była w stanie rozpakować rzeczy po Tomaszu - i przyznaje, że jedna z nich wciąż jest dla niej nie do ruszenia.

Tomasz Jakubiak wyjeżdżał za granicę po leczenie. Anastazja pakowała mu walizki, oboje liczyli na cud. Cud nie przyszedł. Teraz ona mierzy się z tym, co zostało - dosłownie i w przenośni.

Rok zajęło jej, żeby w ogóle zacząć

W rozmowie z "Dzień Dobry TVN" Anastazja Jakubiak przyznała, że przez długi czas nie mogła się zabrać za rzeczy po mężu. Kiedy w końcu zaczęła - robiła to powoli, małymi krokami. "Na początku dawkowałam to sobie, to były małe, drobne rzeczy. Są ładnie popakowane i wywiezione do miejsca, w którym je przechowuję" - powiedziała w programie.

Co z nimi dalej? Anastazja nie chce, żeby tylko leżały w pudłach. Planuje włączyć je w działalność fundacyjną i charytatywną. "Chcę, żeby dalej jego energia niosła się, chociaż w tych rzeczach, które po nim zostały" - wyznała.

Jedna rzecz, której wciąż nie otworzyła

Jest jednak przedmiot, przy którym staje jak wmurowana. Kosmetyczka Tomasza przez rok leżała nieruszona - i Anastazja nie ukrywa, że to właśnie ona boli najbardziej. "Przyznam się, że jego kosmetyczki nadal nie mogę rozpakować, bo to jest najmocniejsze dla mnie" - powiedziała wprost w "Dzień Dobry TVN".

Codzienna, prywatna rzecz. Nie zdjęcia, nie ubrania - kosmetyczka. Czasem to właśnie takie drobiazgi niosą największy ciężar.

Anastazja od jakiegoś czasu prowadzi w mediach społecznościowych coś w rodzaju przestrzeni dla osób w żałobie. Zaczęło się od komentarzy pod jej postami - ludzie, którzy sami stracili kogoś bliskiego, zaczęli pisać, pytać, szukać pocieszenia. Wdowa po Jakubiaku nie czuje się ekspertką, ale nie chce zawieść tych, którzy do niej piszą. Zamieszcza więc filmiki z prostym przesłaniem: żałoba jest indywidualna, każdy przeżywa ją inaczej i we własnym tempie.

Trudno się z tym nie zgodzić. I trudno nie kibicować jej w tym, co robi.