Szefowa zadzwoniła dzień wcześniej. Tylko ona wiedziała. Cały team 'Dzień Dobry TVN' dowiedział się o odejściu Macieja Dowbora dosłownie z ostatniej chwili - i Damian Michałowski nie kryje, że go to zaskoczyło.

Maciej Dowbor pożegnał się z 'Dzień Dobry TVN' w czwartkowy poranek - stanął przed kamerą u boku Sandry Hajduk-Popińskiej i ogłosił, że to jego ostatni raz za tym biurkiem. Dla widzów to był szok. Dla kolegów z redakcji - prawie tak samo.

Michałowski: nikt się nie wygadał aż do ostatniej chwili

Damian Michałowski w najnowszym wywiadzie przyznał, że o decyzji Dowbora dowiedział się zaledwie dzień przed emisją - i to od szefowej, nie od samego zainteresowanego. Jak to ujął prezenter, cały team zachował żelazną dyscyplinę.

"To była dla nas bardzo duża niespodzianka, bo nie spodziewaliśmy się takiego ruchu. Ale to pokazuje, jak szczelne są korytarze u nas. Dzień wcześniej zadzwoniła do nas szefowa i mówi: 'Słuchaj, Damian, nie wiem, czy już wiesz, ale...' Opowiada historię, czyli nikt się nie wygadał i jest szczelny team" - powiedział Michałowski w wywiadzie.

Dodał, że sam fakt, iż wiadomość nie wyciekła wcześniej, wiele mówi o klasie całego środowiska. Wszyscy chcieli, żeby Dowbor mógł odejść na własnych warunkach - bez przecieków, bez medialnej wrzawy.

Ostatni odcinek oglądał sam. Co zobaczył na ekranie?

Michałowski śledził pożegnalny odcinek na żywo i nie ukrywa, że emocje były autentyczne - zarówno na ekranie, jak i po jego stronie kanapy. Ocenił, że Dowbor wybrał najlepszy możliwy sposób na rozstanie z widzami.

"'Dzień Dobry TVN' i Maciek chcieli to zrobić na swoich zasadach. I było wzruszenie, i było zaskoczenie, nie było żadnej złej krwi. To był uśmiech przez łzy. Fajne to były emocje, sam oglądałem tego dnia 'DDTVN'. To było pożegnanie z klasą, takie, jakie każdemu bym życzył. Bo dobrze się na to patrzyło, bez awantur, kontrowersji. A różnie bywało, nie tylko tu, ale w innych programach" - podkreślił prezenter.

Michałowski zaznaczył jednocześnie, że odejście prowadzącego to nie koniec świata - ale i nie błahostka. "Odejście prowadzącego to nie jest trzęsienie ziemi, ale bardzo duża zmiana. Dla widzów, dla nas" - podsumował. Jego zdaniem Dowbor zrobił to wzorcowo: wyszedł, gdy było jeszcze dobrze, a nie gdy atmosfera już by kipiała.

Pytanie tylko, kto zajmie jego miejsce za biurkiem śniadaniówki - i czy widzowie tak szybko się przyzwyczają. Co myślicie? Dajcie znać w komentarzach.