Czterdzieści pięć lat, twarz bez botoksu i żadnych planów, żeby to zmienić. Magdalena Waligórska-Lisiecka mówi wprost: zmarszczki to jej narzędzie pracy.
Czterdzieści pięć lat, twarz bez botoksu i żadnych planów, żeby to zmienić. Magdalena Waligórska-Lisiecka mówi wprost: zmarszczki to jej narzędzie pracy.
Większość Polaków zna ją jako Wioletę z kultowego "Rancza". Aktorka pojawi się wkrótce w reaktywowanej wersji serialu - podobnie jak inne gwiazdy obsady, ona też wróciła na plan. Przy okazji powiedziała kilka rzeczy, które fani zapamiętają długo.
"Moja twarz musi wyrażać emocje" - zero operacji, zero żalu
Waligórska-Lisiecka nie korzystała z medycyny estetycznej i nie zamierza. W wywiadzie dla tygodnika "Rewia" wyjaśniła to bez owijania w bawełnę: "Ja nigdy nie zrobiłam żadnej operacji. Nauczyłam się cenić niedoskonałość. Wiem jedno - moja twarz musi mieć zmarszczki, musi wyrażać emocje. W zawodzie aktora to narzędzie pracy".
Zamiast gabinetów estetycznych - sen i woda. "Trzeba się wysypiać, pić dużo wody. Jeśli stosujemy te przykazania, natura nam służy" - dodała w tej samej rozmowie. Proste? Może. Ale rzadko które gwiazdy mówią to tak otwarcie.
Domatorka, nudziara i mistrzyni rosołu
W życiu prywatnym Waligórska-Lisiecka jest zamężna z Mateuszem Waligórskim, mają razem córkę i syna. I choć gra w serialach od lat, na co dzień daleko jej do showbiznesowego stylu życia. "Przede wszystkim jestem normalną mamą. Taką, która przejmuje się swoimi dziećmi, uwielbia z nimi spędzać czas i codziennie próbuje balansować między pracą a domem" - przyznała w "Rewii".
Wolny czas? Książki, joga, spacery. "Jestem straszną nudziarą" - powiedziała bez skrępowania. Do tego gotowanie, które - jak sama mówi - dzieci cenią najbardziej. Rosół, pomidorowa, szarlotka. Eksperymenty z kuchnią azjatycką i tadżynem już dawno trafiły do piwnicy, bo rodzina ich po prostu nie rusza.
No i Francja - wielka miłość aktorki. Zdawała maturę z francuskiego, wciąż się uczy i marzy, żeby kiedyś zagrać po francusku. Może przy okazji powrotu "Rancza" los jej sprzyja?
W czasach, gdy połowa branży rozwiązuje problemy ze starzeniem się przy pomocy strzykawki, podejście Waligórskiej-Lisieckiej jest - powiedzmy szczerze - odświeżające. Czy fani docenią tę szczerość? Napisz w komentarzu.




