Robert Lewandowski wrzucił nagranie i internet natychmiast rzucił się z lupą na jego czoło. Botoks przed wylotem do Chicago? Lekarka medycyny estetycznej ma jednoznaczną odpowiedź - i przy okazji wskazała piłkarzy, którzy naprawdę korzystają z igły.
Jedno nagranie, tysiąc komentarzy i diagnoza postawiona przez internautów bez żadnego dyplomu medycznego. Robert Lewandowski podobno miał zrobić sobie botoks przed przeprowadzką do USA - tak przynajmniej twierdzą fani, którzy z chirurgiczną precyzją analizują każdy centymetr jego twarzy.
Lekarka sprawdziła Lewandowskiego - i ma wyrok
Lek. Aleksandra Sienkiewicz-Ryczkowska, specjalistka medycyny estetycznej, wypowiedziała się na Instagramie wprost: spekulacje o botoksie u Lewandowskiego są bezpodstawne. Wystarczy porównać archiwalne nagrania z najnowszymi - kapitan reprezentacji Polski ani kiedyś, ani teraz nie ma zmarszczek na czole. Skoro nie ma czego wygładzać, to po co zabieg? Logika prosta, ale internet logiki nie lubi.
Sprawa Lewandowskiego to przy okazji dobry moment, żeby przypomnieć, że botoks wśród piłkarzy od dawna nie jest żadnym skandalem. Stał się standardowym elementem pielęgnacji wizerunku - podobnie jak fryzjer czy dietetyk. Profesjonalni zawodnicy są nieustannie przed kamerami, żyją w stresie meczowym i trenują w ekstremalnych warunkach atmosferycznych. Skóra to odczuwa szybciej niż u przeciętnego trzydziestoletniego biurowego pracownika.
Kto z piłkarzy naprawdę korzysta z igły?
Według lekarki najczęściej pada jedno nazwisko: Cristiano Ronaldo. CR7 podobno regularnie sięga po botoks w okolicach czoła i zmarszczek mimicznych - i patrząc na jego twarz w wieku 40 lat, trudno się temu dziwić albo temu zaprzeczać. Na liście podejrzanych lądują też Kylian Mbappé, Vinicius Junior i James Rodriguez.
Piłkarze najczęściej decydują się na tzw. baby botox - delikatny zabieg, który nie zamienia twarzy w maskę z wosku, tylko redukuje ślady zmęczenia i rozluźnia napięte mięśnie. Strefa czoła, lwia zmarszczka, kurze łapki - to standardowe obszary. Efekt ma być naturalny, niewidoczny dla kamery. Sęk w tym, że właśnie dlatego tak trudno cokolwiek udowodnić.
Lewandowski wychodzi z tej historii obronną ręką - przynajmniej według specjalistki. Jego twarz po prostu tak wygląda i zawsze tak wyglądała. Ale internet już swoje zrobił: screenshoty rozeszły się po grupach, komentarze napisano, teoria żyje własnym życiem.
A wy co sądzicie - to genetyka, dobra pielęgnacja czy jednak igła? Dajcie znać w komentarzach.








