Anna Lewandowska napisała, że się boi. Sebastian Staszewski przeczytał to dwa razy i powiedział wprost: PR-owo - błąd, po ludzku - rozumiem.
Wpis Anny Lewandowskiej o przeprowadzce do Chicago wciąż żyje w sieci. Komentują go psychologowie, dziennikarze, eksperci od wizerunku. Teraz głos zabrał ktoś, kto zna Lewandowskich lepiej niż większość - Sebastian Staszewski, dziennikarz sportowy i autor biografii Roberta.
Co Staszewski myśli o wyznaniu Ani?
Staszewski wypowiedział się w programie "Studio Mundial" WP SportowychFaktów. Przyznał, że rozumie, skąd wzięły się słowa Lewandowskiej - ale też nie ukrywał, że jej timing był fatalny. Jego zdaniem wpis był publiczną terapią, nie przemyślaną komunikacją.
"Przeczytałem ten wpis dwa razy, żeby zrozumieć i wydaje się, że rozumiem, co miała na myśli. Musimy pamiętać o kontekście. Oni przez 12 lat mieszkali w Niemczech i pojechali do Barcelony - słonecznej, zupełnie innej, jeśli chodzi o ludzi niż w Niemczech" - mówił Staszewski w programie.
A potem dodał już bez ogródek: "Dla mnie ten wpis to jest publiczna terapia. To, co w niej siedziało, to z siebie wyrzuciła."
Timing był zły - ale trauma prawdziwa
Staszewski nie zostawił sprawy bez kontekstu. Przypomniał, że Chicago to dla Ani coś w rodzaju powrotu do przeszłości - miasta podobnego klimatem i charakterem do Monachium, z którym Lewandowska nigdy nie była specjalnie związana. Barcelona była jej miejscem. Zbudowała tam biznes, przyjaźnie, życie.
"Ona zakochała się w Barcelonie, a Chicago jest trochę jak Monachium i to powrót do przeszłości. I ktoś jej teraz mówi: 'Wyjedź z miejsca, w którym czułaś się świetnie, do miejsca, w którym nikogo nie znasz'" - tłumaczył dziennikarz.
Jednocześnie zaznaczył, że od strony wizerunkowej wpis był błędem - zwłaszcza w momencie, gdy kibice w Chicago świętują transfer Roberta. "Można się było wstrzymać z tym wpisem, przynajmniej w tym momencie. To nie był właściwy timing. Od strony PR-owej ten wpis nie był potrzebny, natomiast od strony ludzkiej potrafię ją zrozumieć, bo to jest dla niej trauma" - podsumował Staszewski.
Jego ocena jest więc prosta: ludzkie - tak, strategiczne - nie. Każdy, kto znalazł swoje miejsce na ziemi i musiał je zostawić, zareagowałby podobnie. Pytanie tylko, czy koniecznie w InstaStories.
Co myślicie - Ania miała prawo to napisać, czy powinna była poczekać?


