Billboardy przy autostradzie, królewskie przyjęcie, 90 milionów złotych rocznie - i nagle cisza. Według mediów to sam Lewandowski kazał wyciszyć temat.

Jeszcze niedawno Chicago Fire FC rozwijało przed Robertem Lewandowskim czerwony dywan dosłownie - przy tamtejszych autostradach podobno pojawiły się billboardy z jego wizerunkiem. Klub miał zaoferować kontrakt na 2-3 lata z wynagrodzeniem rzędu 15-20 milionów euro rocznie, czyli według szacunków około 90 milionów złotych. Do tego rola twarzy marki, opcja wykupu udziałów i - co niemniej ważne - przestrzeń dla biznesów fitness Anny Lewandowskiej. Brzmiało jak gotowy scenariusz hollywoodzkiego finału kariery.

A jednak coś poszło nie tak.

Lewandowski nie jest zachwycony. Co go zdenerwowało?

Robert Lewandowski miał się wycofać, gdy negocjacje zaczęły żyć własnym życiem w mediach. Zbyt wiele szczegółów wypłynęło za wcześnie - i podobno to właśnie to go zirytowało. Dominik Wardzichowski ze Sport.pl ujawnił kulisy tej zmiany: <em>"Dziś sprawa toczy się wyłącznie za zamkniętymi drzwiami. To między innymi efekt informacji, że sam Lewandowski nie był zachwycony podgrzewaniem atmosfery wokół jego wciąż potencjalnego transferu. Za dużo hałasu, za mało konkretów. Dlatego wszystko wyciszono"</em> - cytuje dziennikarz.

Krótko mówiąc: za głośno, za wcześnie. Piłkarz podobno nie przepada, gdy jego finanse omawiają wszyscy poza nim samym.

Co dalej z transferem? Fani wstrzymują oddech

Formalnie nic nie jest przesądzone. Lewandowski po zakończeniu kontraktu z FC Barceloną stał się wolnym zawodnikiem i według źródeł medialnych rozważa kilka ofert - Chicago to tylko jedna z nich. Ale to właśnie klub z Illinois podobno najbardziej się postarał, a sam piłkarz miał już osobiście odwiedzić miasto i rozmawiać o warunkach.

Teraz wszystko wróciło do punktu wyjścia - przynajmniej publicznie. Za zamkniętymi drzwiami negocjacje podobno trwają dalej.

Czy Lewandowski ostatecznie zdecyduje się na przeprowadzkę za ocean? I czy Anna Lewandowska jest gotowa przenieść swoje fitness imperium do Stanów? Na razie oboje milczą. A cisza w tym przypadku mówi całkiem sporo.