W teatrze rządzi żelazną ręką. W domu pyta żonę, co chciałaby zaśpiewać. Natasza Urbańska wyjaśniła w końcu, skąd ta przepaść między Januszem Józefowiczem ze sceny a tym z kuchni.

Mają 18 lat różnicy, wspólny teatr i zrujnowany dworek pod Warszawą, który razem uratowali. Para od lat budzi skrajne emocje - jedni podziwiają, inni kręcą głową. Urbańska postanowiła rozwiać wątpliwości i powiedziała wprost, jak to między nimi naprawdę działa.

Despota w pracy, mąż w domu

W rozmowie z Małgorzatą Rozenek-Majdan Natasza Urbańska przyznała, że Józefowicz w Teatrze Buffo to zupełnie inny człowiek niż ten, którego zna w czterech ścianach. "Gdyby Janusz nie był despotą, no, to jest zbyt wielkie słowo, osobą, która wymaga, nie stworzyłby tego imperium, które dalej prowadzi. A w domu potrafi wyłączyć to i polega na mnie" - wyznała aktorka.

I dodała coś, co brzmi jak największy komplement, jaki może usłyszeć żona pracująca dla własnego męża: "To takie piękne, że mnie pyta, w teatrze nigdy by nie powiedział: a co byś chciała, Nataszko zaśpiewać?"

Sama Urbańska też opisuje siebie jako osobę o dwóch obliczach. Na scenie - przebojowa i otwarta. Poza nią - zamknięta, nieszukająca uwagi. "Po prostu chcę z nim być, wtedy czuję się bezpiecznie i tyle" - podsumowała bez zbędnego owijania w bawełnę.

Kariera, dworek i 18 lat różnicy

Ich związek od początku zbierał cięgi. Wytykano im przepaść wiekową, ostrzegano Nataszę, że u boku Józefowicza nie zrobi solowej kariery na miarę talentu. Coś w tym było - w "Jak oni śpiewają", "Bitwie na głosy" czy "Tańcu z gwiazdami" pierwsze miejsca jakoś omijały ją szerokim łukiem. Główna rola w filmie Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska" też nie otworzyła jej drzwi do kina.

Ale jest jedna dziedzina, gdzie Urbańska postawiła na swoim bez negocjacji. To ona znalazła ogłoszenie o zrujnowanym dworku w Jajkowicach, 70 km od Warszawy, i - jak przyznał sam Józefowicz w rozmowie z miesięcznikiem "Weranda" - koniec końców postawiła na swoim. Dziś to rodzinny azyl z ekologicznym gospodarstwem.

Czy to przepis na udane małżeństwo, gdy jedno rządzi w pracy, a drugie w domu? Sądząc po tym, że są razem od ponad dwóch dekad - chyba tak.

A wy jak sądzicie - czy taki podział ról to zdrowy kompromis, czy jednak przepis na frustrację? Piszcie w komentarzach.