Osiem stówek. Tyle Beata Tadla zapłaciła za to, co teraz nazywa najlepszą decyzją w życiu. Biuro matrymonialne, pandemia i mężczyzna ze Szczecina - brzmi jak scenariusz komedii romantycznej, a jednak działa już pięć lat.
Kiedy Tadla pojawiła się w ósmej edycji Tańca z Gwiazdami - świeżo po rozstaniu z Jarosławem Kretem - współczuła jej dosłownie cała Polska. Taneczny partner Jan Kliment obiecywał, że sam jej kogoś znajdzie. Krzysztof Gojdź deklarował pomoc. Adam Kraśko straszył widłami. Ostatecznie 51-latka nie potrzebowała żadnego z nich.
800 złotych zamiast Tindera. Tadla tłumaczy wybór
Beata Tadla zdecydowała się na biuro matrymonialne zamiast aplikacji randkowych, bo - jak sama przyznała w podcaście Pauliny i Macieja Orłosiów - portale internetowe uważa za "totalnie odczłowieczone". Wpisanie się kosztowało ją 800 złotych, a efekt okazał się trwały - od pięciu lat jest żoną Michała Cebuli.
"Kiedyś się przychodziło do biura matrymonialnego, były ogłoszenia matrymonialne w różnych gazetach: pan pozna panią, pani pozna pana. Teraz to zostało wyparte przez bezduszne algorytmy, jakieś portale randkowe. W moim odczuciu to jest totalnie odczłowieczone. A tam gdzie nie ma człowieka, ja nie wierzę, że prawdziwe emocje mogłyby zaistnieć" - mówiła Tadla w podcaście Orłosiów.
Paradoks tej historii polega na tym, że Tadla zdecydowała się szukać miłości w wyjątkowo niesprzyjającym momencie - gdy wszystkie miejsca publiczne były pozamykane. Pandemia zamiast przeszkodzić, pomogła. Para poznawała się w dosłownie polowych warunkach - bez makijażu, bez scenografii pierwszych randek.
"U nas wszystko odwrotnie się zaczęło, Michał bardzo szybko mógł zobaczyć, jak wyglądam bez makijażu i w tłustych włosach" - wspominała prezenterka w tym samym podcaście.
Ten sam pomysł, dwa różne miasta. Przeznaczenie czy zbieg okoliczności?
Historia ma jeszcze jeden szczegół, który robi wrażenie. Jak wyznała Tadla w podcaście miesięcznika "Zwierciadło", Michał Cebula - w tym samym czasie co ona, tylko w Szczecinie - wpadł na identyczny pomysł. Oboje niezależnie od siebie postanowili zaufać biuru matrymonialnemu zamiast algorytmom.
To czwarty poważny związek i trzecie małżeństwo w życiu Tadli. Tym razem wszystko wskazuje na to, że postawiła na właściwego konia - i to za cenę, która wielu zaskoczy swoją skromnością.
Osiem stówek za nowe życie. Tinder pobiera abonament miesięcznie. Porównajcie sami.



