Pierwszą pensję Dorota Szelągowska wydała na rachunki w domu. Mamie Grocholi załatwiała wywiady w telewizji. A za prawdziwą matkę uważała babcię Lidkę - nie pisarkę.
Dorota Szelągowska rzadko mówi o dzieciństwie w cieniu sławnej mamy. Ale w rozmowie z Marcinem Mellerem w Eska Rock powiedziała więcej, niż ktokolwiek się spodziewał. I nie były to słowa urazy - raczej chłodna, szczera analiza tego, jak naprawdę wyglądało jej dorastanie.
"Jestem starszą siostrą mojej mamy"
Relacja Szelągowskiej z Katarzyną Grocholą jest bliska, ale - jak przyznaje sama projektantka - zupełnie niestandardowa. Ktoś, kto wychowywał je obie, to babcia Lidka, już nieżyjąca. "Ja w ogóle do tej pory uważam, że jestem po prostu starszą siostrą mojej mamy. A naszą mamą była już nieżyjąca babcia Lidka. I tak trochę było" - powiedziała Szelągowska w rozmowie z Mellerem.
Nie ma w tym pretensji. Jest za to coś, co trudniej powiedzieć - zrozumienie. Szelągowska przyznaje, że gdy patrzy wstecz, widzi, jak ciężko musiało być Grocholi. Zanim przyszły bestsellery i sława, pisarka mierzyła się z brakiem pieniędzy i odpowiedzialnością za córkę. "Ale to nie zmienia faktu, że ona musiała mieć cholernie ciężko. To jest tak, jak sobie teraz myślę z tej perspektywy. Uff... No to nie zazdroszczę" - wyznała projektantka.
Łepkowska, "M jak miłość" i pierwsza pensja na rachunki
Przełom w rodzinie Grocholi-Szelągowskiej przyszedł razem z serialem. Według słów Doroty to Ilona Łepkowska zauważyła talent pisarki i zaprosiła ją do pisania odcinków "M jak miłość". "Ona stworzyła tak naprawdę tę scenę serialową w Polsce. I ona zauważyła mamę i wzięła ją do 'M jak miłość'" - opowiadała Szelągowska, nie kryjąc podziwu dla Łepkowskiej.
Wcześniej - zanim do domu weszły większe pieniądze - Dorota sama dokładała do budżetu. Swoje pierwsze wynagrodzenie przeznaczyła na opłacenie rachunków. "Jak ja zaczęłam zarabiać, to zarabiałam, nie wiem, dwa czterysta i rzeczywiście za pierwszą pensję zapłaciłam rachunki w domu" - wspominała.
Kiedy fortuna się odwróciła, Grochola potrafiła odwdzięczyć się córce. Szelągowska zapamiętała nieoczekiwany gest - pieniądze na meble do mieszkania. "Mama mi dała pieniądze na jakieś meble. Kanapa, regały. I to były takie pieniądze, których w ogóle się nie spodziewałam" - przyznała z rozbrajającą szczerością.
I jeszcze jeden szczegół, który wywraca popularne wyobrażenia o nepotizmie do góry nogami: to nie Grochola torował córce drogę do telewizji. Było odwrotnie. Kiedy pisarka wydała pierwszą książkę i potrzebowała promocji, to Szelągowska załatwiała jej wywiady przez swoje znajomości. "Pierwsze wywiady w telewizji załatwiałam mamie, jak wydała książkę. Mama znała mnie" - powiedziała wprost.
Siostra, córka, koleżanka od rachunków - ta relacja nie mieści się w jednej szufladce. I właśnie dlatego jest ciekawsza niż większość hollywoodzkich historii o sławnych rodzicach i ich dzieciach. Jak wy to widzicie - macie w rodzinie kogoś, z kim relacja nie daje się łatwo nazwać?




