Naszywka sponsora na koszulce. To wystarczyło, żeby Iga Świątek dostała tremy przed wejściem na kort. Teraz, tuż przed obroną tytułu na Wimbledonie, mistrzyni po raz pierwszy przyznała, jak bardzo tamten strach był realny.

Iga Świątek udzieliła wywiadu prestiżowemu brytyjskiemu dziennikowi "Financial Times" kilka dni przed startem Wimbledonu. Rozmowa miała być o tenisie. Wyszła spowiedź z głowy.

Co tak naprawdę paraliżowało Świątek na początku kariery?

Nasza mistrzyni przez lata ukrywała, że wejście na kort centralny Wimbledonu budziło w niej lęk - nie ze względu na rywalkę, lecz na otoczenie. "Może to głupie, ale lata wcześniej, za każdym razem, gdy wchodziłam na kort centralny, czułam ogromny stres. Cała ta atmosfera, ten luksus" - wyznała Świątek w rozmowie z "Financial Times". Dodała, że 2025 rok był pierwszym, gdy przestała zwracać na to uwagę.

Ale Wimbledon to nie jedyny przykład. Świątek przyznała, że potrafiła się zestresować widokiem... naszywki sponsora na własnej koszulce. "Dosłownie się stresowałam, widząc naszywkę sponsora, i pomyślałam: »Teraz muszę się wykazać«. Musiałam naprawdę popracować nad sobą" - powiedziała raszynianka.

Tu wkroczyła Abramowicz. I zmieniła wszystko

Przy okazji szczerych wyznań Świątek wróciła do roli swojej byłej psycholożki Darii Abramowicz, z którą rozstała się w ubiegłym roku. Bez goryczy, bez rozliczania - z wdzięcznością. "Daria Abramowicz bardzo mi wtedy pomogła, bo nie wiedziałam, co się dzieje z moim samopoczuciem. Wyciągnęłam z tego lekcję i wiem, że te marki są po to, by mnie wspierać. Wiele z nich było ze mną w najciemniejszych chwilach mojej kariery" - podkreśliła tenisistka.

To pierwsze tak bezpośrednie słowa Świątek o Abramowicz po oficjalnym zakończeniu ich współpracy. Żadnych pretensji - raczej rozliczenie z własną słabością i docenienie kogoś, kto pomógł ją przepracować.

Wimbledon rusza za kilka dni. Świątek broni tytułu po zeszłorocznym triumfie, ale tegoroczny sezon wielkoszlemowy nie był dla niej łaskawy - oba poprzednie turnieje zakończyła poniżej oczekiwań. Pytanie, czy nowa głowa - ta, którą opisała w wywiadzie - wystarczy, żeby znów zachwycić londyńską publiczność.