Uścisk dłoni przy siatce po meczu, który zakończył turniej Świątek. Chwalińska wygrała z najlepszą przyjaciółką i poszła dalej - do półfinału Roland Garros.

Maja Chwalińska pokonała Annę Kalinską i zameldowała się w półfinale French Open. Wcześniej ograła Igę Świątek - koleżankę z kadry, z którą zna się od podstawówki. Po końcowym gwizdku obie podeszły do siatki i podały sobie ręce. Żadnego dramatu, żadnej lodowatej ciszy.

I trudno się dziwić - bo to nie jest relacja dwóch rywalek. To przyjaźń z ponad dwudziestoletnim stażem.

Znają się, zanim którakolwiek trzymała rakietę profesjonalnie

Chwalińska i Świątek poznały się jako dzieci - obie miały po 10 lat, obie zaczynały treningi, obie jeździły razem na juniorskie turnieje. Wspólne wyjazdy, wspólne mistrzostwa drużynowe Europy i świata, lata spędzone w hotelowych pokojach i na kortach treningowych.

"Z Igą łączy nas kawał historii. Znamy się od 10. roku życia, więc już naprawdę bardzo długo. Dużo przeszłyśmy razem, myślę że to łączy i sprawia, że po prostu chcesz, żeby druga osoba też spełniała swoje marzenia" - mówiła Chwalińska w rozmowie z Eurosportem.

Świątek odwzajemniła to ciepło. Podczas konferencji prasowej, gdy Chwalińska wróciła po przerwie zdrowotnej, powiedziała wprost: "Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Mogę o niej dużo opowiadać. Poszłyśmy różnymi drogami, ale naprawdę cieszę się, że tutaj jest."

Drogi się rozeszły, przyjaźń została

Chwalińska nie ukrywa, że ich kontakt z czasem rzedł. Kariery potoczyły się inaczej - Świątek zaczęła wygrywać wielkoszlemowe tytuły, Chwalińska walczyła z problemami zdrowotnymi i wracała do stawki stopniowo.

"Takie jest też życie, że troszeczkę się oddaliłyśmy, nie ma co ukrywać. Po prostu już nie miałyśmy tyle czasu, żebyśmy spędzały go ze sobą, i to jest też normalne" - przyznała Maja w tym samym wywiadzie dla Eurosportu.

Normalne - ale i tak wzruszające. Bo kiedy Chwalińska wygrała z numerem jeden na świecie i podała jej rękę przy siatce, obie wiedziały, co ta chwila znaczy. Dwadzieścia lat znajomości, jeden mecz, zero urazy.

Teraz Maja gra o finał. Iga kibicuje z trybun - albo z kanapy. W każdym razie podobno jej kibicuje.