Piętnaście lat znajomości, dwa wspólne tytuły i jedna prawda, którą Chwalińska wypowiedziała na głos dopiero teraz - po finale Rolanda Garrosa.
Zaczęło się od wspólnych marzeń, skończyło na milczeniu
Maja Chwalińska i Iga Świątek poznały się, gdy miały po kilkanaście lat i dopiero marzyły o wielkiej karierze. W 2015 roku razem zdobyły tytuł Mistrzyń Europy młodzików w grze podwójnej. Dwa lata później, w 2017, wygrały juniorski debel Australian Open. Wspólna pasja, wspólne podróże, wspólne cele.
Potem Świątek zaczęła wygrywać wszystko. I świat obu tenisistek rozjechał się w przeciwnych kierunkach.
"Poszłyśmy swoimi drogami. Takie jest też życie, że troszeczkę się oddaliłyśmy, nie ma co ukrywać. Po prostu już nie miałyśmy tyle czasu, żebyśmy spędzały go ze sobą - i to jest też normalne" - powiedziała Chwalińska w rozmowie z Eurosportem.
Bez dramatyzowania, bez żalu. Po prostu fakt.
Świątek napisała. Chwalińska nie zdradzi co
Podczas tegorocznego Rolanda Garrosa Świątek śledziła mecze dawnej koleżanki. Podobno skontaktowała się z nią prywatnie, a na jej wyniki zareagowała też publicznie w mediach społecznościowych.
Chwalińska nie zamierza jednak ujawniać szczegółów ich prywatnej korespondencji. "Nie. To znaczy - w trakcie oraz po turnieju otrzymałam od Igi gratulacje i miłe słowa. To było wszystko" - ucięła temat, cytowana przez Eurosport.
Krótko. Ciepło. I z wyraźnym sygnałem, że bliżej im dziś do znajomych niż przyjaciółek.
Drogi się rozeszły - i obie zdają się to akceptować. Pytanie, czy fani tenisa zaakceptują to równie spokojnie, czy będą szukać drugiego dna tam, gdzie go nie ma.




