Karol Strasburger przerwał milczenie. 79-letni aktor, który zagrał w kultowej "Nocy i dniach" sprzed niemal pół wieku, ostro skrytykował pomysł Netfliksa na nową adaptację tego samego dzieła. "Mija się z celem" - powiedział wprost prowadzący "Familiadę" w rozmowie z Plejadą.

# Strasburger nie da sobie wmówić. Netflix robi coś niezrozumiałego

Netflix właśnie ogłosił, że sięga po kolejny klasyk polskiej literatury. Po "Lalce" przychodzi pora na "Noce i dnie" Marii Dąbrowskiej. Dla jednego człowieka ta wiadomość brzmi jak błąd - dla Karola Strasburgera, który w 1977 roku zagrał Józefa Toliboskiego w kultowej ekranizacji Jerzego Antczaka.

"To dzieło wciąż żyje wśród ludzi"

Strasburger nie potrafi zrozumieć logiki stojącej za decyzją streamingowego giganta. Oryginalny film z Jadwigą Barańską i Jerzym Bińczyckim do dziś funkcjonuje w świadomości Polaków - regularnie go powtarza telewizja, odbywają się wydarzenia związane z jego historią. Sam aktor bierze w nich udział. "Film 'Noce i dnie' cały czas funkcjonuje w przestrzeni publicznej - jest regularnie powtarzany, żyje wśród widzów" - wyznał w rozmowie z Plejadą.

Prowadzący "Familiadę" przypomina, że przed rokiem świętowano 50-lecie powstania oryginału. Wspomina też słynny "walc Barbary" - scenę z nenufarem, którą Polacy zapamiętali na całe życie. "Ten walc i nenufary stały się najsławniejszą sceną polskiego kina. To wybitne dzieło, które startowało do Oscara i do dziś pozostaje bardzo obecne w świadomości widzów, dlatego robienie czegoś podobnego w momencie, gdy ten film wciąż tak silnie funkcjonuje, moim zdaniem mija się z celem" - dodaje.

"Trudno będzie stworzyć coś porównywalnego"

Strasburger nie rozumie też współczesnego podejścia do adaptacji. Według niego Netflix chce opowiedzieć historię na nowo, ale opiera się na literaturze, którą już ktoś doskonale przeadaptował. "W zestawieniu z dzisiejszymi produkcjami, które powstają szybko i jak najniższym kosztem, wszystko to wydaje mi się trochę niezrozumiałe" - przyznaje 79-latek.

Aktor ma propozycję dla twórców serwisu. "Jeśli ktoś chce dziś opowiedzieć historię o samotności, kobiecie uwikłanej w miłość i podobnych tematach, to może lepiej byłoby napisać własny scenariusz, zamiast sięgać po Marię Dąbrowską i 'Noce i dnie', a jednocześnie próbować opowiedzieć tę historię na nowo po swojemu" - uważa. Jego zdaniem zadanie przed Netflixem jest niemożliwe. "Trudno będzie stworzyć coś porównywalnego jakościowo" - podsumował.

Strasburger zastrzega, że nie broni nikomu prawa do podjęcia takiej decyzji. "Oczywiście nie można nikomu odmówić prawa do podjęcia takiego działania. Żyjemy przecież w wolnym kraju, przynajmniej do pewnego stopnia" - dodaje z uśmiechem.

Co na to fani? Czy zgadzacie się ze Strasburgerem, że klasyka nie należy dotykać - czy Netflix ma prawo do własnej interpretacji?