Trawa, psy i cisza zamiast sceny. Justyna Steczkowska pokazała fanom, dokąd ucieka między jednym a drugim koncertem.

Trawa, psy i cisza zamiast sceny. Justyna Steczkowska pokazała fanom, dokąd ucieka między jednym a drugim koncertem.

Piosenkarka ma ostatnio napięty grafik - 53-latka wciąż aktywnie działa muzycznie, współpracuje z topowymi artystami branży i regularnie pojawia się na największych imprezach muzycznych w Polsce. Tym bardziej zaskakuje, że jej najnowszy post na Instagramie nie ma w sobie ani grama show-biznesu.

Psy, łąki i żadnych fleszy

Na nagraniu wrzuconym na Instagrama Steczkowska siedzi na trawie w przydomowym ogródku i bawi się ze swoimi psami. Żadnej stylizacji na pokaz, żadnego tła wartego osobnego hashtagowego opisu - tylko kobieta, zieleń i dwa czworonogi wchodzące na kolana właścicielki.

Wideo podpisała krótko i bez owijania w bawełnę: „Jak dobrze wrócić do domu. To moje miejsce na ziemi. Wśród łąk i lasów" - napisała pod postem na Instagramie.

Do opisu dołączyła też pytanie do obserwujących: „A Wy wolicie miasto czy urocze małe wioski?" - i tym jednym zdaniem rozpętała dyskusję, jakiej pewnie sama się nie spodziewała.

Fani wybrali strony

Komentarze posypały się błyskawicznie i były wszystkim, tylko nie jednomyślne. Część fanów stanęła murem za sielskim klimatem, inni przyznali, że bez miejskiego zgiełku nie wyobrażają sobie życia.

„Sielska wieś... kocham" - napisała jedna obserwatorka. „Jeśli do życia na co dzień to miasto, ale odpoczynek to poza miastem zdecydowanie" - skontrował ktoś inny. Znalazły się też głosy próbujące pogodzić oba światy: „Lubię miasto za energię i ludzi, ale na wiosce cenię sobie spokój i bliskość natury. To na wiosce tworzę najlepszą sztukę".

Steczkowska najwyraźniej wie, czego jej potrzeba po sezonie koncertowym. Wróciła tam, gdzie trawa jest prawdziwa, a jedynym hałasem jest szczekanie psów. Czy to przypadkiem nie brzmi jak marzenie połowy Polski przy porannej kawie?