Publiczność widziała spektakl. Steczkowska widziała zepsutą maszynę, zacięte linki i co najmniej dwie brakujące próby.
Justyna Steczkowska obchodziła w Opolu 30-lecie pracy artystycznej. Brzmi jak piękna historia sukcesu - i po części nią była. Ale tylko po części.
Co poszło nie tak na scenie?
Steczkowska przygotowywała jubileuszowy występ długo i z rozmachem. Zaangażowała całą ekipę, dopinała szczegóły do ostatniej chwili. Efekt? Publiczność była zachwycona. Sama artystka - już mniej. W rozmowie z kanałem Hot Plota przyznała wprost: "To wszystko trwało naprawdę długo, a i tak parę rzeczy się nie udało. Publiczność tego nie widziała, ale my przeżywamy, że nie było tak idealnie, jak mogło być. Ale do tego potrzebne by były jeszcze dwie próby".
Za kulisami podobno zawiodła technika. "Tutaj się linki zacięły, tu maszyna, bo jest wilgotno. Takie rzeczy, które spowodowały, że to nie było takie idealne, jak mogło być" - wymieniała Steczkowska w tym samym wywiadzie.
Krótko mówiąc: wilgoć i sprzęt zrobiły swoje, a niektóre elementy widowiska po prostu nie wyszły tak, jak były zaplanowane.
Steczkowska i tak podziękowała fanom
Mimo rozczarowania artystka nie ukrywała wdzięczności. "Mam nadzieję, że było na tyle pięknie, że się państwu podobało. Bardzo jestem wdzięczna, że to zostaje docenione przez moją publiczność" - powiedziała w rozmowie z Hot Plotem.
Warto dodać, że Steczkowska przyjeżdża do Opola z nowym rozdziałem w karierze za sobą. Niedawno nagrała singiel ze Skolimem, który po raz pierwszy zabrzmiał na Polsat Hit Festiwalu. Trzydzieści lat na scenie, a ona wciąż szuka nowych brzmień.
Pytanie tylko jedno: gdyby te dwie dodatkowe próby doszły do skutku, co jeszcze zobaczylibyśmy na tej scenie? Fani pewnie chętnie by się dowiedzieli.




