Unosiła się nad sceną, przebierała kilka razy i zaśpiewała swoje kultowe przeboje. A potem ktoś zapytał ją wprost - kiedy koniec?
Justyna Steczkowska obchodzi w tym roku 30-lecie debiutanckiego albumu. Z tej okazji ruszyła w jubileuszową trasę koncertową i zaśpiewała na festiwalu w Opolu - 5 czerwca dała tam pełnoprawny recital z nowymi i starymi hitami. Widowisko było duże. Ona sama - jeszcze większa.
Po tym pokazie siły zaczęły jednak krążyć pytania o to, co dalej. Kiedy 53-latka w końcu powie: dość?
"Myślę, że to zupełnie nowe otwarcie"
W rozmowie z Kozaczkiem Steczkowska ucięła spekulacje szybko i bez wahania. Zapytana, czy świętując trzy dekady kariery myśli już o odejściu ze sceny, odpowiedziała ze śmiechem: "Jestem po prostu za młoda. Taki żarcik".
Potem poważnie: "Nie no, absolutnie nie. Myślę, że to jest zupełnie nowe otwarcie w moim życiu. 30 lat minęło, minęły inne rzeczy, otwierają się nowe, więc naprawdę super. Bardzo pracuję nad tym, żeby cały czas się rozwijać" - powiedziała wokalistka.
Nowy album i Skolim w planach
Słowa popierają czyny. Na początku 2026 roku Steczkowska ogłosiła, że szykuje album z duetami pod tytułem "Mezalianse Steczkowskiej". Pierwszym singlem jest "Mamacita" nagrana ze Skolimem - para zaśpiewała ją premierowo na Polsat Hit Festiwal 2026.
Trzeba przyznać: kobieta, która unosi się nad sceną i nagrywa z TikTokowym hitem, raczej nie wygląda na kogoś szykującego się do emerytury.
A wy wierzycie, że Steczkowska dopiero się rozkręca? Dajcie znać w komentarzach.



