Helikopter, 400 kilometrów autem i druga w nocy na scenie. Smolasty znowu spóźnił się na koncert - tym razem o dwie i pół godziny - a manager już tłumaczy, że winni są... wszyscy inni.
Helikopter, 400 kilometrów autem i druga w nocy na scenie. Smolasty znowu spóźnił się na koncert - tym razem o dwie i pół godziny - a manager już tłumaczy, że winni są... wszyscy inni.
Polkowice czekały. Smolasty przyjechał o 2:00 w nocy
W ubiegły weekend Norbert Smoliński miał wystąpić na Dniach Polkowic na Dolnym Śląsku o godzinie 23:30. Na scenie pojawił się dopiero o 2:00 w nocy. Przed nim zagrali Skolim oraz Kalwi i Remi - gwiazda wieczoru kazała fanom czekać blisko dwie i pół godziny. A gdy już wyszedł, podobno zaśpiewał ledwie 40 minut.
Fani nie zostawili na nim suchej nitki w mediach społecznościowych. "Ale koncert Smolastego to żart nieśmieszny. Już nie chodzi o spóźnienie dwie godziny, ale miał śpiewać długo, a trwało to może 40 minut" - pisał jeden z uczestników. "Jak można spóźnić się 2h? Większość ludzi poszło, bo mieli wywalone na 'pańcia', który nie potrafi być na ustaloną godzinę. Żenada" - wtórował inny. Pojawiły się też komentarze o stracie pieniędzy na bilet.
Dla tych, którzy pamiętają sierpień 2024 roku - brzmi znajomo. Wtedy Smolasty spóźnił się na koncert, przerwał go, by poskarżyć się na zmęczenie, i publicznie zrzucił winę na agenta. Tamta historia skończyła się przeprosinami i kilkutygodniową przerwą od koncertowania. Najwyraźniej przerwa nie rozwiązała problemu z grafikiem.
Manager Smolastego wydał oświadczenie. "Opinie mijają się z prawdą"
Przedstawiciele wokalisty odpowiedzieli na falę krytyki oficjalnym oświadczeniem, w którym obarczyli odpowiedzialnością organizatora. Według managera Smolasty miał tego samego dnia wcześniejszy koncert w Warszawie - i wielokrotnie prosił o przełożenie polkowickiego występu na 14 czerwca. Organizator podobno nie zgodził się na zmianę terminu.
"Na wyraźne prośby organizatora zapewniliśmy artyście transport helikopterem, jednak ze względu na warunki pogodowe lot został odwołany. Aby dotrzeć na koncert, artysta ruszył w trasę samochodem, co, oczywiście, trwało dłużej niż planowany lot" - czytamy w oświadczeniu managera, cytowanym przez Pomponika. Według strony artysty organizator był informowany o sytuacji na bieżąco i miał przekazać publiczności informację o opóźnieniu. Tego podobno nie zrobił.
"Opinie o spóźnieniu i lekceważeniu fanów mijają się z prawdą" - podsumowuje manager Smolastego.
Brzmi jak dobrze napisane oświadczenie PR. Problem w tym, że fani stali pod sceną do drugiej w nocy - i żadne oświadczenie tego nie cofa. Czy Smolasty wyciągnie wnioski przed kolejnym podwójnym terminem w grafiku? Dajcie znać w komentarzach, czy po tym wszystkim nadal kupilibyście bilet na jego koncert.




