Jedno słowo, zero zatrzymania i niezła awantura w komentarzach. Andrzej Seweryn, zapytany na ulicy o największe szczęście w życiu, odpalił: „żona" - i poszedł dalej.

Jedno słowo, zero zatrzymania i niezła awantura w komentarzach. Andrzej Seweryn, zapytany na ulicy o największe szczęście w życiu, odpalił: „żona" - i poszedł dalej.

Twórca internetowy Butyński - ten od fotografowania i zagadywania przypadkowych przechodniów - natknął się na aktora zupełnie przypadkiem. Seweryn wyraźnie gdzieś się śpieszył. Zgodził się na zdjęcie i jedno pytanie, ale nie zwolnił ani kroku. Butyński przyznał wprost, że w ogóle nie wiedział, z kim rozmawia.

Butyński nie wiedział, kogo zaczepił. Teraz już wie

Gdy internauci uświadomili mu, że zagadał samego Andrzeja Seweryna, twórca skomentował sytuację w komentarzu pod nagraniem: „Już wszystko jasne, dlaczego pan zabiegany, skoro codziennością jest, że ktoś pana zaczepia". Sam Butyński ocenił zresztą całą interakcję łagodnie - napisał, że aktor był miły, tyle że konkretny.

I trudno mu się dziwić. Seweryn skończył w kwietniu 80 lat, ale jego kalendarz wygląda jak harmonogram 40-latka w sezonie. W tym roku zagrał w dwóch produkcjach - Lalce i Syrenie Picassa. Do tego od kilku tygodni skacze między festiwalami: Festiwal Dwa Teatry, Festiwal Filmów-Spotkań NieZwykłych, Festiwal Góry Literatury w Polanicy Zdroju. Stamtąd prosto do Wałbrzycha ze spektaklem Ziemia ziemia. Mężczyzna dosłownie nie siada.

Fani pokłócili się na maksa. „Kulturalny inaczej" kontra „bez przesady"

Komentarze pod nagraniem podzieliły internet na dwa obozy. Część widzów nie kryje rozczarowania: „Kulturalny inaczej" - napisała jedna z osób. Ale obrońców aktora nie brakuje i odpowiadają twardo.

„Wyobraź sobie, że mógł się spieszyć, że nie miał ochoty na rozmowę z obcą osobą" - ripostuje jeden z komentujących. „Nie obraził, nie powiedział niczego niemiłego. Był konkretny i ja właśnie takich ludzi lubię i szanuję" - dodaje kolejny. Pojawiły się też głosy, że Seweryn zareagował wręcz wzorowo, bo mógł po prostu powiedzieć „żadnych zdjęć" i przejść obojętnie.

Spora część internautów uważa, że problem leży po stronie Butyńskiego - że zaczepianie ludzi na ulicy i publikowanie nagrań bez ich wiedzy o kontekście to ryzykowna zabawa, szczególnie gdy trafi się na kogoś, kto ma napięty dzień.

Pytanie więc brzmi: czy 80-letni aktor z napiętym kalendarzem ma obowiązek zatrzymywać się dla każdego z telefonem? A może to my, widzowie, oczekujemy od gwiazd trochę za dużo? Napiszcie w komentarzach - po czyjej jesteście stronie.