Ulewa, godziny czekania pod sceną i jeden utwór. Tyle dostali fani Skolima w Ełku podczas koncertu Lata z Radiem i Telewizją Polską.
Ulewa, godziny czekania pod sceną i jeden utwór. Tyle dostali fani Skolima w Ełku podczas koncertu Lata z Radiem i Telewizją Polską.
Wszedł, zaśpiewał jedną piosenkę i zniknął
12 lipca Konrad "Skolim" Skolimowski pojawił się w Ełku na plenerowym koncercie TVP. Wszedł na scenę, odśpiewał jeden utwór i - tyle. Zszedł i wyszedł. Powód? Tego samego dnia miał zaplanowany drugi koncert w Olsztynie.
Co prawda artysta wrócił do Ełku na drugą część imprezy, ale historia się powtórzyła - znów jedna piosenka, znów zejście ze sceny. Ludzie, którzy stali pod sceną godzinami w deszczu, poczuli się dosłownie potraktowani jak element w grafikach Excela.
Internauci nie zostawili na Skolimie suchej nitki. "Żenada", "Wystąpi jeszcze?", "Po jednej piosence i koniec?" - takie komentarze zalały sieć. Drwiny z jego "napiętej trasy koncertowej" rozeszły się po social mediach błyskawicznie.
Skolim tłumaczy: "Jestem zachłanny na koncerty"
Sam zainteresowany zabrał głos w sprawie w relacji na Instagramie. "Jestem zachłanny na koncerty, uwielbiam grać i nie wyobraża mi się 10 w miesiącu. Uwielbiam to robić, spełnienie moich marzeń" - napisał Skolimowski.
Innymi słowy: nie przeprasza. Z jego kalendarza wynika, że regularnie gra dwa, a nawet trzy koncerty dziennie. Dla artysty to najwyraźniej norma - dla fanów, którzy mokli pod sceną w Ełku, już niekoniecznie.
Pytanie pozostaje otwarte: czy organizatorzy Lata z Radiem i TVP wiedzieli, że Skolim pojawi się na scenie dosłownie na chwilę? I kto właściwie powinien przeprosić ludzi stojących w deszczu - muzyk czy ci, którzy go zarezerwowali?




