Przez dekady zarządzał teatrem, uczył studentów i reżyserował. Teraz Jan Englert śpi. Bardzo długo śpi. I właśnie to zaskoczyło jego żonę najbardziej.
Co Beata Ścibakówna powiedziała o życiu z Englertem?
Beata Ścibakówna przyznała w podcaście "Czułe słówka" Doroty Szelągowskiej, że odkąd Jan Englert zakończył dyrektorowanie, codzienność w ich domu wywróciła się do góry nogami. 83-letni aktor pozwolił sobie wreszcie na coś, czego przez dekady nie znał - na zwykły odpoczynek.
"Przede wszystkim dużo śpi. Ja nie wiedziałam, że człowiek może tak długo spać. Być może odpoczywasz za te wszystkie lata" - powiedziała Ścibakówna w rozmowie z Szelągowską.
I trudno się dziwić. Przez lata Englert łączył funkcję dyrektora, rektora i dziekana z intensywną pracą artystyczną. Nikt nie śpi za darmo.
Englert wrócił do aktorstwa. Żona mówi o "powstaniu z popiołów"
Zakończenie dyrekcji to jednak nie emerytura - przynajmniej nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Ścibakówna ujawniła w podcaście, że mąż wrócił do tego, co kocha najbardziej - do grania.
"Jakby nagle Jan Englert powstał z popiołów i zaczyna grać jako aktor. Zaczyna być aktorem, już nie dyrektorem, nie rektorem, nie dziekanem, co było przez wiele lat. Tylko wrócił do aktorstwa, do swojego ukochanego zawodu i reżyserowania" - powiedziała żona aktora.
Ale jest też druga strona medalu. Englert musiał nadrobić kilka zaległości z życia codziennego. "Założył firmę, założył maila swojego. On nie miał do tej pory swojego maila" - wyznała Ścibakówna.
Człowiek, który przez lata rządził jednym z najważniejszych teatrów w Polsce, dopiero teraz ma własną skrzynkę mailową. Życie pisze lepsze scenariusze niż niejeden dramaturg.
Na pytanie, jak znosi nową codzienność z mężem obecnym w domu znacznie częściej niż kiedyś, Ścibakówna bez mrugnięcia okiem odpowiedziała: "Najgorsze jest to, że muszę gotować obiady!".
Jan Englert opuścił stanowisko dyrektora w atmosferze skandalu. Fani i środowisko teatralne długo zastanawiali się, jak aktor poradzi sobie z tak radykalną zmianą. Wygląda na to, że całkiem nieźle - choć jego żona ma teraz o jeden garnek więcej do mycia.
Czy taka emerytura to spełnienie marzeń, czy jednak za jakiś czas Englert zatęskni za gabinetem dyrektora? Piszcie w komentarzach.




