Krystyna Janda dostaje z ZUS dwa tysiące złotych miesięcznie i ani myśli narzekać. Bo ona na emeryturę i tak nie idzie.
Krystyna Janda dostaje z ZUS dwa tysiące złotych miesięcznie i ani myśli narzekać. Bo ona na emeryturę i tak nie idzie.
W wywiadzie dla "Newsweeka" aktorka przyznała wprost: "Samotna kobieta nie potrzebuje dużo." Do tego ma teatry, role i - jak sama mówi - jedyną rzecz, która jej nie nudzi. Praca.
"Uważam, że jestem za dobrą aktorką, żeby nie grać"
Krystyna Janda nie przechodzi na emeryturę, bo uważa, że po prostu byłoby to marnotrawstwo. W rozmowie z miesięcznikiem "Pani" powiedziała bez owijania w bawełnę: "Uważam, że jestem za dobrą aktorką, żeby nie grać. Żal by mi było z tego rezygnować. Jestem w formie." I dodała: "Wszystko mnie nudzi, szczerze mówiąc. Tylko praca mnie nie nudzi."
To nie jest pozerstwo. Janda od lat prowadzi dwa warszawskie teatry i regularnie staje na scenie. Żadnych planów na zwolnienie tempa.
Odkąd w 2008 roku owdowiała po operatorze Edwardzie Kłosińskim, codziennie myśli o śmierci. Nie ze smutkiem - raczej z trzeźwością. W podcaście "Rachunek sumienia" powiedziała: "Widziałam na własne oczy, jak łatwo się umiera. To jest takie przejście, to jest jeden krok. Właściwie jeden krok przez jakiś strumyk i już nas nie ma."
Testament napisany w samolocie, córka już czeka w kolejce
Krystyna Janda swoje sprawy ma poukładane lepiej niż niejeden prezes spółki. Testament napisała w locie - dosłownie. W tym samym podcaście "Rachunek sumienia" wyznała: "Leciałam gdzieś bardzo daleko, napisałam testament, sfotografowałam go i wysłałam do syna." Szybko, sprawnie, bez dramatu.
W jednym z felietonów opisała też, co by zrobiła, gdyby dowiedziała się, że zostaje jej miesiąc życia. Nikomu by nie mówiła. "Oczywiście uregulowałabym sprawy. Przeprowadziłabym długą i poważną rozmowę z moimi wszystkimi dziećmi. I zagrałabym jeszcze raz wszystkie swoje role teatralne, żeby pożegnać się z nimi i z publicznością" - napisała.
Następczynię też już wyznaczyła. Jej córka Maria Seweryn przejmie kierownictwo obu teatrów. "Przygotowuję ją do tego od jakiegoś czasu. Nie wiem, czy już jest gotowa, ale w razie czego musi sobie poradzić" - powiedziała Janda w "Gazecie Wyborczej".
I jedno ostatnie życzenie: chciałaby spocząć w ogródku przy Teatrze Polonia. Żeby - jak żartuje - mieć na wszystko oko nawet stamtąd.
Szczerość Jandy w temacie śmierci robi wrażenie. Nie histeryzuje, nie ucieka w temat. Po prostu wie, że to przyjdzie - i zadbała, żeby wszystko było gotowe. A do tego czasu? Gra.
Co myślicie o podejściu Jandy do życia i śmierci? Dajcie znać w komentarzach.




