590 złotych miesięcznie - tyle według własnych słów Andrzeja Rosiewicza wypłaca mu państwo za 70 lat kariery estradowej. Na parkiet 'Tańca z gwiazdami' wchodzi więc nie tylko jako legenda, ale i jako ktoś, kto naprawdę potrzebuje tej gaży.

82 lata, siedem dekad na scenie i emerytura, za którą nie opłacisz połowy miesięcznego biletu komunikacji miejskiej w Warszawie. Andrzej Rosiewicz właśnie ogłoszony kolejnym uczestnikiem nowej edycji „Tańca z gwiazdami" - i już wiadomo, że show będzie miało swojego bohatera.

Rekord świata i 590 złotych na koncie

Rosiewicz zostaje oficjalnie najstarszym uczestnikiem w historii polskiej edycji programu. Wyrównuje przy tym rekord światowy - tyle samo lat miała Cloris Leachman, gdy w 2008 roku tańczyła w amerykańskiej wersji show. Legenda, owszem. Ale legenda z bardzo przyziemnym problemem.

Jeszcze w 2024 roku w rozmowie z Plotkiem wokalista przyznał wprost, że jego emerytura wynosi zaledwie 590 złotych. Kwota ta mogła od tego czasu nieco wzrosnąć po waloryzacjach, jednak i tak trudno udawać, że to pieniądze, za które da się żyć. Przez całą karierę Rosiewicz nie odkładał na ZUS tak, jak robią to etatowi pracownicy - estrada rządzi się swoimi prawami.

"Każdy powinien mieć jakąś życiową mądrość. Ja też o to nie zadbałem. No i dlatego właśnie teraz koncertuję. Nie skarżę się" - mówił trzy lata temu w rozmowie z Pomponikiem.

W wywiadzie dla "Dobrego Tygodnia" dodał coś, co brzmi jak najlepsza odpowiedź na każde pytanie o emeryturę: "Niby emerytura jest, ale tylko formalnie, bo samo pojęcie jest mi z gruntu obce. Nie zwalniam tempa i nie tracę pogody ducha."

"Dla mnie to radość i rozkosz"

Ogłoszenie jego udziału w programie padło w studiu „halo tu polsat" - prowadzący Ewa Wachowicz i Krzysztof Ibisz nie musieli długo przekonywać. "Dla mnie to jest radość i rozkosz" - wyznał Rosiewicz, nie ukrywając podekscytowania.

Na scenie stoi od dziecka - zaczynał w warszawskim zespole pieśni i tańca, potem grał z kolejnymi zespołami, aż w 1978 roku postawił na solową karierę. "Czy czuje pani cha-chę", "Czterdzieści lat minęło...", "Najwięcej witaminy" - przeboje zna każdy Polak po czterdziestce. ZUS-u z tego jednak nie ma.

TzG to dla niego szansa nie tylko na parkietowe emocje, ale też na realne zarobki. Stawki uczestników w Polsacie nie są publicznie ujawniane, ale w branży mówi się o kwotach liczonych w dziesiątkach tysięcy złotych za odcinek. Jak na kogoś z emeryturą 590 złotych - to przepaść.

Rosiewicz twierdzi, że formę fizyczną wciąż ma. Za kilka tygodni sprawdzi to parkiet. A my sprawdzimy, czy 82-letni artysta z życiową filozofią "nie zwalniam tempa" potrafi zaskoczyć Polskę bardziej niż jego wyciąg z ZUS.

Co sądzicie - Rosiewicz w TzG to strzał w dziesiątkę czy ryzyko dla programu? Piszcie w komentarzach.