Co roku przychodziły z Krakowa piękne porcelanowe filiżanki. Potem przestały. Anna Dymna jest matką chrzestną Heleny Englert - i obie przyznają, że od dawna się nie odzywają.

Anna Dymna skończyła właśnie 75 lat. Przy tej okazji wypłynął fakt, który większości fanów kompletnie umknął - ikona polskiego kina jest matką chrzestną Heleny Englert, córki Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Brzmi jak gotowy scenariusz do rodzinnego serialu. Tylko że w tym scenariuszu chrzestna i chrześnica od lat się nie widzą.

Filiżanki z Krakowa i urwany kontakt

Anna Dymna przez całe dzieciństwo Heleny regularnie dawała znać, że o niej pamięta. Konkretnie: co roku na urodziny przychodziła paczka z porcelaną. Helena Englert wspominała to w podcaście "WojewódzkiKędzierski" z wyraźnym sentymentem. "Co roku wysyłała mi z Krakowa filiżanki takie piękne porcelanowe. Na każde urodziny dostawałam. Pamiętała o tym przez całe moje dzieciństwo" - wyznała.

Kiedy jednak skończyło się dzieciństwo, skończyły się też filiżanki. I kontakt. Helena nie owijała w bawełnę: "Ja nie mam z panią Anią kontaktu. Nawet nie wiem, czy mam mówić per pani Ania, czy Ania, dlatego, że ja ostatni raz panią Anię widziałam w 2018 roku na jakiejś wystawie mimochodem" - powiedziała w tym samym podcaście.

Żadna awantura, po prostu życie

Żeby nie było dramatów tam, gdzie ich nie ma - Helena jest w tej sprawie spokojna. Żadnej kłótni, żadnej niesnasek, żadnego trzaskania drzwiami. "To nie jest tak, że my nie mamy ze sobą bliskiego kontaktu ze względu na jakąś niesnaskę" - wyjaśniła.

Po prostu troje dorosłych aktorów poszło każde w swoją stronę. Dymna - Kraków i Fundacja Mimo Wszystko. Englert - Warszawa, teatr, niedługo parkiet w 19. edycji "Tańca z gwiazdami". Drogi się nie przecinają i nikt z tego powodu nie płacze.

Dowód? We wrześniu ubiegłego roku aktorki spotkały się przypadkiem w warszawskim teatrze, gdzie Dymna gościnnie wystąpiła w "Weselu" w reżyserii Jana Klaty. Beata Ścibakówna wrzuciła na Instagram zdjęcie z tego wieczoru z podpisem: "Nasza ukochana Ania Dymna jako Radczyni w 'Weselu' Jana Klaty". "Nasza ukochana" - to brzmi jak coś więcej niż grzeczność.

Czy więc filiżanki z Krakowa kiedyś wrócą? Tego nie wiemy. Ale przynajmniej wiadomo, że nie ma powodów, dla których nie miałyby wrócić.