Siedem dekad śpiewania, setki koncertów, ikona polskiej estrady - a emerytura taka sobie. Irena Santor powiedziała w końcu głośno to, o czym wielu artystów jej pokolenia woli milczeć.

Irena Santor zakończyła regularną karierę sceniczną słowami, które sama uważa za ostateczne. "To był 8 marca i wtedy postanowiłam: nie, koniec, dziękuję, było miło" - wyznała w DD TVN. I słowa dotrzymała. Po 75 latach na estradzie po prostu powiedziała: dość.

Pracowała jak mało kto. Emerytura ją rozczarowała

Santor nie ukrywa, że odkładała na emeryturę z rozmysłem. Pracowała dużo, może za dużo - po to, żeby w końcu żyć spokojnie. Plan był konkretny, liczby się zgadzały. Potem przyszła dewaluacja i wszystko posypało się jak domek z kart.

"Pracowałam nawet ochoczo i nadmiernie. Nadmiernie, bo chciałam, żeby ta emerytura moja w przyszłości była ach taka duża. I to się stało. Miałam zapisaną taką dużą emeryturę, tylko że przyszła dewaluacja wszystko zmieniła" - powiedziała reporterce Jastrząb Post.

Brzmi znajomo? Dla tysięcy Polaków tej generacji - aż za bardzo.

Nie narzeka. Ale nie ukrywa prawdy

Artystka dostaje tyle, ile dostaje - i nie zamierza z tego powodu rozpaczać publicznie. Mówi wprost: pieniądze nie są najważniejsze, a jej świadczenie pokrywa podstawowe potrzeby. Tylko tyle i aż tyle.

"Czy ja jestem zadowolona z mojej emerytury? Jestem zadowolona z faktu, że ją mam i że ona zabezpiecza mi podstawowe potrzeby życiowe. A że mogłaby być większą... No mogłaby być. Czemu nie? Jeżeli tak się zdarzy, to ją przyjmę, a jeżeli nie, to z tej jestem zadowolona" - powiedziała w rozmowie dla Jastrząb Post.

Santor przyznaje też, że w jej czasach artyści nie mieli żadnego zaplecza. Sami zajmowali się repertuarem, nagraniami, koncertami, garderobą - wszystkim. Nikt nie trzymał ich za rękę. Nikt nie pilnował, żeby system działał na ich korzyść.

Dziś ma 90 lat, nie jeździ już w trasy, ale od czasu do czasu pojawia się na wybranych wydarzeniach kulturalnych. Gościnnie, na własnych warunkach. Bo Santor zawsze robiła rzeczy po swojemu.

Jedna z największych gwiazd polskiej estrady żyje skromnie i nie robi z tego dramatu. Pytanie, czy system, który to dopuścił, powinien czuć się z tym komfortowo.